Nadchodzi technologia Metaverse

Technologia metaverse

Wyobraźnię twórców science fiction od lat rozpala motyw wirtualnej rzeczywistości, w której ludzie mogą funkcjonować równolegle do rzeczywistego świata. Wiele wskazuje na to, że jesteśmy coraz bliżej momentu, w którym scenariusze filmowe mogą zostać zrealizowane, dzięki powstaniu metaverse.

Od 28 października 2021 Facebook to Meta. Żeby uniknąć nieporozumień – sztandarowa usługa, za którą stoi Mark Zuckerberg w dalszym ciągu będzie nazywała się Facebookiem. Zmiana szyldu dotyczy wyłącznie korporacji zrzeszającej usługi w ekosystemie Facebooka. Gdzieś to już słyszeliście? To prawda, taki zabieg nie jest czymś nowym w świecie internetowych gigantów. Kilka lat temu na rynku pojawił się Alphabet, zrzeszający usługi Google. Wydawać by się mogło, że informacja o rebrandingu Facebooka nie wyjdzie poza biznesowe newslettery oraz giełdowe informatory. Stało się jednak inaczej. Dlaczego?

Co to jest Metaverse?

Nowa nazwa koncernu Facebooka, czyli Meta bezpośrednio nawiązuje do metaverse. Czym jest to pojęcie? Trudno opisać metaversum przy użyciu jednej definicji, ponieważ obecnie funkcjonuje wyłącznie jako model teoretyczny. Lepsze byłoby pytanie: czym docelowo ma być technologia metaverse?

W prosty sposób można by było ją określić jako przeniesienie Internetu w kolejny wymiar, jeszcze bardziej realny niż obecnie. Facebook tłumaczy ideę jako:

Zestaw wirtualnych przestrzeni, które możesz eksplorować z ludźmi, nieprzebywającymi fizycznie w tym samym miejscu co ty.

Matthew Ball – eseista i inwestor, specjalizujący się w tematyce nowych technologii określa tę ideę jako:

Sieć wirtualnych światów 3D, renderowanych w czasie rzeczywistym, które mogą być jednocześnie doświadczane przez nieograniczoną liczbę użytkowników, z ciągłością danych, takich jak tożsamość, historia, uprawnienia, obiekty, komunikacja i płatności.

Co to może oznaczać? Metaverse będzie wirtualnym środowiskiem funkcjonującym równolegle do rzeczywistości, gdzie może przenieść się część naszych obecnych nawyków, relacji i podejmowanych czynności. Jego powstanie i funkcjonowanie będzie możliwe dzięki rozwojowi technologii wirtualnej rzeczywistości. Użytkownicy, którzy będą chcieli korzystać z metaverse, będą posługiwać się narzędziami obsługującymi VR i AR, tak by móc tworzyć wspólne wirtualne przestrzenie. Zresztą o kierunku rozwoju Facebooka w stronę wirtualnej rzeczywistości było głośno już w momencie przejęcia firmy Oculus. Obecnie jest ona integralnym elementem koncernu Meta. 

Czy technologia metaverse zastąpi Internet?

Pierwsze myśli przeciętnych użytkowników Internetu po usłyszeniu o idei metaversum mogą biec w kierunku obaw przed tym co nieznane. Czy Internet jaki znamy zniknie? A może nasze życie przeniesie się w zupełności do metaversum? Czy czeka nas scenariusz rodem z Matrixa?

Przede wszystkim, jeśli wierzyć ekspertowi w temacie – Matthew Ball’owi, technologia metaverse będzie stanowiła „quasi-następce” internetu mobilnego. Spoglądając w nie tak odległą przeszłość, możemy zauważyć, że rozwój mobilnego Internetu następował dość szybko i w znaczący sposób zmienił sposób konsumpcji treści w sieci, natomiast główne zasady działania pozostały niezmienne. Niewykluczone, że podobnie będzie w przypadku metaverse.

Według jakich zasad powstanie technologia metaverse?

Meta identyfikuje kilka głównych obszarów, które będą kluczowe przy rozwoju nowego rodzaju medium oraz głównych wyzwań, jakie można w nich zaobserwować:

  • Ekonomia – jak metaverse może zaoferować użytkownikom lepszy wybór dóbr, zachęcać ich do konkurencji oraz utrzymać dobrze prosperującą gospodarkę cyfrową
  • Prywatność – w jaki sposób można zmniejszyć ilość wykorzystywanych danych, jak zbudować technologię, która umożliwi korzystanie z danych w sposób przejrzysty i zapewniający kontrolę nad tym co udostępniamy,
  • Bezpieczeństwo i integralność – w jaki sposób można zapewnić ochronę użytkownikom metaverse i dać im odpowiednie narzędzia.

Co musi się wydarzyć, żeby metaverse powstał?

Wspomniany już wcześniej Matthew Ball zwraca uwagę na 8 dodatkowych czynników, które mają warunkować funkcjonowanie Metaverse:

  • Sprzęt – aby metaverse zaczął funkcjonować konieczne jest pojawienie się na rynku odpowiedniego sprzętu. Z jednej strony tyczy się to urządzeń przeznaczonych dla samych użytkowników – zestawy VR, rękawice haptyczne. Z drugiej – sprzętu do obsługi infrastruktury, który będzie wykorzystywany do tworzenia wirtualnych środowisk.
  • Połączenie – konieczne, by metaverse stał się środowiskiem operacyjnym będzie zapewnianie trwałych połączeń w czasie rzeczywistym. Istotne będzie istnienie zdecentralizowanej transmisji danych oraz centrów wymiany.
  • Moc obliczeniowa – niezbędne będzie dostarczenie wyjątkowo dużej mocy obliczeniowej, która pozwalać będzie na obsługę różnorodnych rodzajów obliczeń wykorzystywanych przez metaverse – tj. obliczeń fizycznych, renderowania, projekcji, sztucznej inteligencji itd.
  • Wirtualne platformy – stworzenie wirtualnych platform, które będą gwarantowały możliwość doświadczania wielu rozmaitych czynności, nawiązywania kontaktów towarzyskich czy nawet działalności gospodarczych, które będą generowały większość swoich przychodów wewnątrz infrastruktury metaverse.
  • Narzędzia – doskonalenie standardów wymiany danych, obejmujących nowe, interdyscyplinarne środowiska metaverse.
  • Płatności – obsługa cyfrowych procesów płatności i operacji finansowych wewnątrz metaverse, z wykorzystaniem technologii blockchain.
  • Treści, usługi i zasoby – projektowanie i zarządzanie w bezpiecznej formie zasobami cyfrowymi obecnymi w metaverse. Tymi zasobami mogą być finanse, wirtualne towary i waluty.
  • Zachowania użytkowników – dające się zaobserwować zmiany w zachowaniach użytkowników oraz biznesu, bezpośrednio związanych z metaverse, bądź odwołujące się do jego zasady działania lub filozofii.

Dlaczego nie uciekniemy od metaverse?

O ile koncepcja metaverse od jakiegoś czasu podbija sceny konferencji marketingowych oraz technologicznych, o tyle równie często bywa traktowana jako ciekawostka z gatunku science-fiction. Warto jednak śledzić informacje dotyczące metaverse, ponieważ wiele wskazuje na to, że właśnie tak może wyglądać kolejna odsłona cyfrowego świata. Obecnie może się wydawać, że ta przeszłość jest jeszcze bardzo odległa. W końcu technologie VR czy AR postrzegamy raczej jako dodatek do codziennej konsumpcji treści, aniżeli bezpośredni sposób ich przyswajania. Kilkanaście lat temu podobnie zresztą spoglądaliśmy na powoli pojawiające się smartfony. Nie sądziliśmy, by kiedykolwiek były w stanie zastąpić urządzenia desktopowe w codziennej konsumpcji treści cyfrowych. 

Zaangażowanie się w proces rozwoju technologii metaverse przez korporację, której narzędzi używa ok. 3 mld użytkowników, to bardzo wyraźny sygnał świadczący o tym, że jej prawdziwy rozwój dopiero zaczyna nabierać rozpędu. Jeśli jedna z najbardziej wpływowych korporacji technologicznych zmienia swoją nazwę, by być kojarzona z taką nowością, to – cytując klasyka – wiedz, ze coś się dzieje. Ten ruch ze strony kalifornijskiej firmy jest też próbą ucieczki do przodu. Facebook nie cieszy się od jakiegoś czasu dobrą sławą, dlatego zasygnalizowanie nowego otwarcia może przynieść wymierne, biznesowe korzyści. Zwłaszcza że inne firmy również dostrzegły potencjał w metaverse.

Przykładowo Epic Games, czyli twórcy popularnego Fortnite’a ogłosili budowę swojego metaversum i rozpoczęli odpowiednie przygotowania w celu zebrania środków. Możemy się spodziewać ciekawego „wyścigu zbrojeń” pomiędzy technologicznymi gigantami, który będzie miał zaowocować powstaniem nowego, lepszego wirtualnego świata.

Co przyniesie technologia metaverse?

Podczas konferencji informującej o rebrandingu Facebooka zaprezentowano kilka głównych obszarów, które mogą zmienić się w największym stopniu.

Rozrywka

Myśląc o rozwiązaniach związanych z VR najczęściej myślimy właśnie o rozrywce. W tym sektorze rozwiązania VR są najpowszechniejsze i wykorzystywane coraz częściej. Nic więc dziwnego, że o rozrywce Mark Zuckerberg wspomniał dość szybko. Stworzenie wirtualnych przestrzeni może przysłużyć się przeniesieniu kolejnych sektorów rozrywki do przestrzeni metaverse.

Praca

Z powodu globalnej pandemii znacząco przyspieszyły procesy związane z rozwojem pracy zdalnej. Powstanie nowych narzędzi ułatwiających pracę poza biurem, to zaledwie preludium do tego, co czeka nas w związku z metaverse. Tworzenie wirtualnych przestrzeni z jednej strony umożliwi zdalną pracę w warunkach zbliżonych do stacjonarnej, a  z drugiej wpłynie zapewne na stworzenie całych sektorów gospodarki funkcjonujących w metaverse.

Edukacja

Rozwój metaverse jako wirtualnych przestrzeni w dużym stopniu będzie wpływać na rynek edukacyjny. Materiały naukowe staną się zapewne jeszcze bardziej interaktywne niż obecnie, pozwalając odkrywać świat jeszcze przyjemniej. Metaverse powinien wpłynąć nie tylko na edukację dzieci i młodzieży, ale też na konsumpcję materiałów naukowych i możliwości zdobywania wiedzy i umiejętności w bardziej specjalistycznych dziedzinach. Można wyobrazić sobie naukę przeprowadzania operacji chirurgicznych z pomocą wirtualnej rzeczywistości.

Handel

Metaverse może przynieść z jednej strony zmiany w sposobie dokonywania wyborów konsumpcyjnych. Model podejmowania decyzji może wyglądać zupełnie inaczej niż obecnie. Z drugiej strony znaczącą zmianą może być nabywanie dóbr w 100% wirtualnych, istniejących wyłącznie w przestrzeni metaverse. Jeśli dołożymy do tego zmiany w zakresie upowszechnienia się kryptowalut na jeszcze większą skalę, możemy przypuszczać, że zmiany w tym sektorze będą ogromne.

Marketing

Nowe możliwości oddziaływania, jakie pojawią się dzięki metaverse, zmienią sposób reklamowania i komunikowania się marek z odbiorcami. Tworzenie i angażowanie społeczności w czasie rzeczywistym będzie odgrywało jeszcze większą rolę niż obecnie. Rozwój równoległych wirtualnych przestrzeni będzie skutkował zapewne pojawieniem się wielu rozmaitych systemów reklamowych, umożliwiających reklamowanie usług w rozmaity sposób.

Technologia metaverse jest coraz bliżej

Uruchomienie metaverse prawdopodobnie zmieni wiele, nie tylko w zakresie konsumpcji internetu, ale również w funkcjonowaniu jednostek, biznesów i społeczeństw. Skala wszystkich zmian jest tak naprawdę trudna do wyobrażenia. Jedno jest jednak pewne. Przyszłość, jaką z pewnością będzie Metaverse, nadchodzi coraz większymi krokami. ­

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?

Źródła:

The Facebook Company Is Now Meta | Meta (fb.com)

Welcome to Meta | Meta (facebook.com)

Framework for the Metaverse — MatthewBall.vc

Flywheel marketing, czyli koło zamachowe Twojego biznesu

Flywheel marketing

Przez długie lata planowanie działań w marketingu było podporządkowane lejkowi sprzedażowemu, który miał stanowić uniwersalną odpowiedź na wszystkie pytania. W pewnym momencie ta koncepcja przestała spełniać swoje zadanie, a coraz większą rolę zaczęły odgrywać różne teorie marketingowe – jedną z nich jest koło zamachowe (flywheel marketing), którą postaram się omówić.

Kiedy lejek sprzedażowy to za mało?

W trakcie realizowania działań dla wielu naszych Klientów zaczęliśmy zauważać, że coraz bardziej odbiegają one od założeń wynikających z teorii lejka sprzedażowego. Tę sytuację można porównać do meczu piłkarskiego. Przed pierwszym gwizdkiem trenerzy ustalają strategie i przygotowują taktykę, która w ich przekonaniu poprowadzi zespół do zwycięstwa. W trakcie meczu jednak okazuje się, że przedmeczowa taktyka nijak ma się do sposobu gry przeciwnika i należy wprowadzać odpowiednie zmiany, aby uzyskać korzystny rezultat.
Marketing w dużym stopniu przypomina sport – niezależnie od stylu gry, na końcu i tak liczy się wyłącznie wynik. Dlatego musimy grać w taki sposób, by te rezultaty były jak najlepsze. Czy strategia lejka sprzedażowego pozwala osiągać mistrzowskie rezultaty? Coraz częściej zauważamy, że nie do końca. Dlaczego tak jest? Poniżej znajdziesz kilka przyczyn.

Klienci nie funkcjonują w próżni

Lejek sprzedażowy przyjmuje dość odważne założenie, że potencjalni klienci stanowią żyzny grunt, na który padające ziarna reklam zakwitną dorodnymi konwaliami konwersjami. Praktyka pokazuje jednak, że nie jest to do końca prawda.

Każda marka funkcjonuje w jakimś kontekście i nawet jeśli brand wyłania się z chaosu, to u potencjalnych klientów wywołuje określone reakcje lub skojarzenia. Tego typu wyobrażenia mogą wpływać na decyzje zakupowe niezależnie od podejmowanych przez markę działań ułożonych w zgodzie z teorią lejka.

Niekiedy realizacja poszczególnych etapów lejka jest zbędna – np. przy pozyskiwaniu leadów sprzedażowych dla lokalnych dealerów samochodowych. W tej sytuacji dystrybutorzy marek samochodowych intensywnie dbają o promowanie konkretnych modeli zalewając Internet i nośniki offline materiałami promocyjnymi. Wówczas celem dealera jest raczej docieranie z konkretną ofertą lub wartościowym contentem, jakiego szuka klient, aniżeli informowanie równolegle z dystrybutorem o fakcie premiery nowego modelu.

Linearny układ

Poważnym zarzutem jaki można wystosować pod adresem lejka sprzedażowego jest jego linearność. Proces sprzedażowy wg tej teorii kończy się w momencie transakcji/konwersji/sprzedaży, aby ją powtórzyć należy drogę przejść ponownie. Wymaga to poświęcenia dużej energii i inicjatywy, aby być w stanie ponownie nakłonić klienta do przejścia takiej samej drogi.

Widok klasycznego lejka sprzedażowego
Klasyczny lejek sprzedażowy

Samo „wypuszczenie” klienta z orbity brandu jest w nowoczesnym marketingu poważnym błędem. Celem marki stają się relacje z klientem i chęć ich podtrzymywania, tak by nieustannie budować wśród nich zaufanie.

Kończy się na konwersji

Konwersja jest celem procesu sprzedażowego i nie jest to twierdzenie, z którym ktokolwiek byłby w stanie polemizować. Jednak celem osób odpowiedzialnych za marketing w 2021 roku nie powinno być zadawanie pytania „w jaki sposób doprowadziliśmy do konwersji?”, ale pytanie „w jaki sposób możemy sprawić, by ich liczba rosła?”. Na takie pytania lejek nie jest w stanie odpowiedzieć, ani zaproponować jakiegokolwiek rozwiązania.

Z punktu widzenia klienta, dość sztywno opierającego swoje działania o lejek sprzedażowy, spadki sprzedaży można by uzasadniać słabymi lub niewystarczającymi działaniami reklamowymi, co może doprowadzić do szukania przyczyn takiego stanu rzeczy nie tam gdzie trzeba.

Równie ważne, jak doprowadzenie do konwersji, jest zapewnienie klientowi informacji na temat swojego zamówienia, badanie satysfakcji z procesu zakupowego i zachęcanie do powrotu do sklepu.

Jednostronna komunikacja

Lejek zakłada, że komunikacja z klientem odbywa się wyłącznie z inicjatywy marki. W tradycyjnym marketingu takie podejście wydawało się absolutnie naturalne. Przez długie lata przywykliśmy do tego, że wielkie marki nie schodzą z Olimpu, by komunikować się ze zwykłymi śmiertelnikami. Game changerem było pojawienie się mediów społecznościowych, w których dystans pomiędzy klientem a marką znacząco się skrócił.

W lejku sprzedażowym komunikacja w social media funkcjonowała gdzieś na pograniczu różnych jego etapów, trochę jakby na doczepkę. Obecnie trzeba zwrócić uwagę na fakt, że współczesny marketing w dużej mierze opiera się na opiniach klientów, ich doświadczeniach obcowania z markami, a niekiedy nawet udziału klientów w modelowaniu procesu sprzedażowego. Dlatego lejek i jego podejście do tematu dwustronnej komunikacji między markami a klientami zdaje się być nieco archaicznym rozwiązaniem.

Pomija kwestie funkcjonalności strony

Lejek sprzedażowy kończy swoją odpowiedzialność w momencie konwersji, nie pochyla się nad kwestiami sposobu dotarcia do niej. To błąd. Współczesny internauta przyswaja znacznie większą ilość informacji niż jego odpowiednik sprzed kilku lat. Przesyt informacji, ale również powszechny dostęp z wielu urządzeń wpływają na sposób konsumpcji Internetu. Dlatego kwestie związane z szybkością działania strony oraz optymalizacji jej pod kątem użyteczności na różnych urządzeniach są priorytetowe. Pomijanie kwestii związanych z UX lub CX w dobie marketingu internetowego 2021 jest nie tylko sporym zaniedbaniem, ale rażącym błędem mogącym rzutować na kondycję Twojego biznesu.

O wyższości koła zamachowego nad lejkiem sprzedażowym

Archimedes powiedział kiedyś, że potrzebuje tylko wystarczająco długiej dźwigni i odpowiedniego punktu podparcia, by móc poruszyć Ziemię. W przypadku biznesu dźwignia może okazać się zbędna, natomiast inna znana w mechanice bryła może poruszyć Twój biznes.

Koncepcja wykorzystania w marketingu koła zamachowego, bo o niej mowa, została zaproponowana przez HubSpot, wywołując pewnie niejedną dyskusję na temat tego, czy jest w stanie stać się dominującą strategią w nowoczesnym marketingu.

Teoria oparta jest na sposobie funkcjonowania koła zamachowego w tradycyjnej mechanice. Wszystkim, którzy w trakcie zajęć z fizyki ucinali sobie drzemki, warto przypomnieć, że koło zamachowe jest tak naprawdę prostym akumulatorem mechanicznym, który gromadzi w sobie energię kinetyczną. Dokładnie tak samo działa jego marketingowy odpowiednik. Brzmi skomplikowanie? Otóż niekoniecznie!

Tradycyjne koło zamachowe dzięki wykorzystaniu potencjalnie niewielkiej siły pozwala przenosić energię na inne elementy zaprojektowanego mechanizmu. Dzięki niemu, stosunkowo niewielkiemu elementowi możliwe jest poruszanie dużych maszyn. Nie inaczej jest w przypadku wykorzystania koła w marketingu. Odpowiednio skonstruowany mechanizm napędzany przez koło zamachowe potrafi funkcjonować bez angażowania dużych nakładów siły. Jednak, aby było to możliwe, w swoich działaniach należy skupić się na trzech głównych obszarach koncepcji flywheel marketing: zachęcaniu, zaangażowaniu i zachwycaniu.

Flywheel marketing - koło zamachowe dla biznesu
Flywheel marketing

Co dokładnie one oznaczają?

Zachęć (attract)

W tym obszarze najbardziej istotne jest zwrócenie uwagi potencjalnego klienta na działania marki. W ramach tych działań warto skupiać się na tworzeniu wartościowego contentu, rozszerzaniu zasięgu swoich aktywności czy budowaniu spójnej komunikacji wizualnej.

Zaangażuj (engage)

Na tym polu kwestią najważniejszą jest zbudowanie zaangażowania potencjalnego klienta. Z jednej strony może to być zaktywizowanie użytkownika w kierunku konwersji, a z drugiej zachęcenie go do wejścia w interakcję z brandem. Pierwszy cel można osiągać dzięki ułatwianiu klientowi życia poprzez dobrze zoptymalizowaną stronę internetową, poprawnie ułożoną, intuicyjną ścieżkę konwersji oraz możliwość wyrażenia opinii o satysfakcji z zakupów. Drugi cel można realizować przy wykorzystaniu zaangażowania w mediach społecznościowych, odpowiednio zbudowanych scenariuszy komunikacji czy np. wykorzystaniu chatbotów.

Zachwyć (delight)

Ten obszar jest ważny ze względu na to, że w znaczący sposób wpływa na powrót klienta na Twoją stronę. Na zadowolenie klienta mogą wpływać różne czynniki, np. jakość produktu, szybkość dostawy, polityka rabatowa. W tym etapie warto również podtrzymywać relacje z klientami informując ich o nowościach w asortymencie, rabatach oraz personalizować treści pod kątem klienta.

Wszystko kręci się wokół klienta

Główną zaletą koncepcji koła zamachowego jest to, że wszystko kręci się (i to dosłownie!) wokół klienta. To klienci znajdują się w centrum całego cyklu. Celem procesu, jaki obrazuje koło zamachowe, jest nie tylko pozyskanie użytkownika, ale przede wszystkim zdobycie zaufania i wejście w trwałą relację z klientem. To znacząca różnica w stosunku do teorii lejka – sklep internetowy organizujący swoje działania w ramach lejka sprzedażowego powinien dążyć do regularnego zwiększania swojego przychodu. W myśl koncepcji flywheel marketing, maksymalizacja przychodu staje się w pewnym sensie skutkiem ubocznym budowania bazy lojalnych klientów i zwiększania ich LTV.

We współczesnym marketingu dużym atutem takiego prokonsumenckiego podejścia jest to, że zadowoleni klienci chętnie stają się ambasadorami marek (brand advocate), którym ufają. Wchodzą w interakcję z profilami w mediach społecznościowych, udostępniają posty czy informują znajomych o akcjach promocyjnych. Zadowolony klient przyciąga kolejnych konsumentów, dzięki czemu koło zamachowe biznesu będzie mogło kręcić się jeszcze szybciej.

Przygotuj się na tarcia

Istotnym zagrożeniem dla prawidłowego funkcjonowania koła zamachowego są tarcia. Nie sposób ich uniknąć, ale warto je eliminować jak najszybciej. Dlaczego? Wyobraźmy sobie sytuację, w której do mechanizmu starego zegarka dostaje się piasek, który wchodzi pomiędzy tryby, wywołując szkody w jego funkcjonowaniu, w efekcie czego zegarek przestaje działać. Takie samo zagrożenie występuje w przypadku Twojego biznesu. Jakie mogą być przeszkody dla flywheel marketing? Na przykład takie:

  • Słaba jakość produktów.
  • Długi czas oczekiwania na produkt.
  • Źle ułożony proces sprzedażowy.
  • Błędy w funkcjonowaniu strony.
  • Niepoprawna interpretacja danych statystycznych.

Jak przekształcić swój model sprzedażowy z lejka na koło zamachowe?

Transformacja modelu myślenia o biznesie z linearnego na proces cykliczny może przynieść szereg korzyści z punktu widzenia funkcjonowania biznesu. Przede wszystkim pozwoli zidentyfikować pomijane do tej pory kwestie, które mogą mieć duże znaczenie dla sukcesu Twojego biznesu.

Główne wnioski jakie nasuwają się po wdrożeniu koncepcji koła zamachowego to np.:

Bądź tam, gdzie są Twoi klienci!

Teza z gatunku tych oczywistych, ale warto pamiętać o tym, by komunikować się z klientami w taki sposób, jaki jest dla nich najbardziej naturalny. Otrzymujesz dużo wiadomości na firmowym fanpage’u? Zadbaj o to, by odpowiedzi były szybkie i wartościowe. Twoje Stories na Instagramie wywołują wiele reakcji klientów? Reaguj i udostępniaj materiały tworzone przez klientów w ramach User- Generated Content.

Ułóż proces sprzedażowy na nowo!

Dobrze zaplanowane działania reklamowe nie przekładają się na sprzedaż? Wykonaj audyt swojej strony. Sprawdź, czy są miejsca, w których klienci czują się zagubieni. Odkryj, czy jakieś informacje mogłyby być łatwiej dostępne. Wczuj się w rolę swojego klienta.

Zmień swoją komunikację!

Twórz content, który będzie stanowił wartość dodaną dla Twoich klientów oraz buduj ekspercką pozycję swojej marki. Wyróżnij się jakością nie tylko w treści, ale i w formie.

Nie bój się zapraszać nowych klientów do świata swojej marki!

Niech konwersja będzie tak naprawdę początkiem przygody. Zbuduj dla nich miejsce, w którym poczują się dobrze, i do którego będą chcieli wracać. Twórz markę, która nie tylko będzie rozpoznawalna, ale będzie budziła pozytywne emocje.

Nadaj nowy bieg dzięki koncepcji flywheel marketing!

Koncepcja flywheel marketing jest ciekawym sposobem na przeorganizowanie myślenia o swoim biznesie i nadania mu zupełnie nowego biegu. Jeśli masz wrażenie, że od jakiegoś czasu Twój biznes w sieci nie rozwija się tak szybko jakby mógł, to może być doskonała okazja do pewnych zmian w myśleniu o sposobie jego promocji. Dużą zaletą koncepcji koła jest jej doskonała elastyczność, dzięki której doskonale sprawdzi się zarówno w dużym e-commerce, jak i w niewielkiej firmie stawiającej pierwsze kroki w sieci. Z kolei spojrzenie na swoje działania marketingowe z perspektywy klienta i poprzez pryzmat jego doświadczeń może przynieść zupełnie nowe, czasem nawet dość niespodziewane wnioski.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective Team

Lead Generation – pozyskiwanie leadów B2C

 

Pozyskiwanie leadów B2C

Zbudowanie skutecznego i efektywnego sposobu na pozyskiwanie wartościowych leadów przypomina w swojej naturze maraton. Wymaga wielu treningów, prób i odpowiedniego przygotowania. Niekiedy osiągnięcie pierwszych efektów okupione jest bólem, krwią, łzami i potknięciami. Jeżeli jednak się nie poddamy, ostatecznie doprowadzą nas do sukcesu sprzedażowego.

Podobnie jak w przypadku przygotowań do maratonu, skupienie się wyłącznie na jednym aspekcie może nie przynieść pozytywnych efektów. Niewytrenowany biegacz nie pobije olimpijskiego rekordu, jeżeli jego jedyną bronią są doskonale zaprojektowane buty. Mistrzostwo jest w stanie zdobyć dzięki swojej ciężkiej pracy, rutynie treningowej, wsparciu sprzętowemu oraz doświadczeniu sztabu trenerskiego. Dość podobnie sytuacja wygląda w procesie generowania leadów. On również wymaga myślenia bardziej holistycznego. Sukces kampanii nastawionej na pozyskiwanie leadów można rozumieć jako wypadkową takich czynników jak:

• świadomość marki,
• efektywna kampania internetowa,
• dobrze skonstruowany landing page,
• kontakt z klientem,
• odpowiednio ułożony proces sprzedażowy.

Zaniedbanie w obszarze choćby jednego z elementów składowych może wpłynąć negatywnie na pozyskiwanie wartościowych kontaktów B2C. Skupienie się wyłącznie na generowaniu jak największej liczby danych w ramach kampanii, bez zadbania o pozostałe elementy, może nie przynieść zakładanych efektów, a wręcz zakończyć się spektakularną porażką.

Nietrudno zaobserwować, że kampania to jedynie część pełnego obrazu. Istotna, ale w dalszym ciągu będąca elementem całości. Dlatego warto zadbać o stopniowy i równomierny rozwój wszystkich etapów.

Pozyskiwanie leadów a lejek sprzedażowy?

Jak więc do takiego spojrzenia pasuje koncepcja tradycyjnego lejka sprzedażowego? Moim zdaniem proces generowania leadów znacznie bardziej obrazowo pokazuje koncepcja koła zamachowego (flywheel). Każdy z elementów koła napędza Twój biznes. Głównym zastrzeżeniem wobec koncepcji lejka jest jego linearność. Każdy klient to nowy lejek sprzedażowy, a przecież konsumenci nie funkcjonują w próżni. Przed podjęciem decyzji szukają informacji, czytają opinie, obserwują kanały społecznościowe. Proces sprzedaży nie kończy się z momentem wysłania produktu i zaksięgowania przelewu. On trwa nieustannie. Dlatego można skłaniać się ku temu, że mapa styków klienta z marką bardziej przypomina cykl zobrazowany jako koło zamachowe, aniżeli standardowy lejek.

Jak śpiewał Zbigniew Wodecki – „lubię wracać, tam gdzie byłem” – klienci również chętnie korzystają z marek, które już znają. W niektórych branżach pozyskujących leady B2C klient może wrócić do Ciebie po miesiącu (barber) lub nawet po kilku latach (automotive). To jednak wciąż jest ten sam klient, który ma świadomość marki oraz różnego typu doświadczenia, które zdobywał na kolejnych etapach styku z marką. Dlatego warto te atuty wykorzystać w procesie pozyskiwania leadów.

Budowanie świadomości marki

W tradycyjnym rozumieniu – budowanie świadomości marki można było traktować jako działania mające na celu dotarcia do szerokiego grona odbiorców, w celu zbudowania jak największej rozpoznawalności danej marki. Kampanie zasięgowe nadal pełnią ważną rolę w media mix’ie kampanii, ale nie jest ona większa niż rola profili marek w mediach społecznościowych. Obecność social media nieco zaczęła zmieniać wektor komunikacji. Przez dziesięciolecia to marki komunikowały się z klientami. Najpierw z wykorzystaniem ogłoszeń w gazetach, reklamy radiowej czy telewizyjnej, czy później w portalach zasięgowych. Teraz nie tylko marki komunikują się z klientami, ale to klienci kontaktują się z markami. Piszą i rozmawiają o nich.

Dlatego równie ważne, co skuteczne budowanie zasięgów w prowadzeniu działań marketingowych, jest dbanie o odpowiednie doświadczenia klienta wynikające z kontaktu z naszymi profilami w mediach społecznościowych. O tym, w jaki sposób zadbać o dobre konta firmowe w social media, przeczytasz w naszych artykułach w ramach cyklu #samnektar.

W procesie pozyskiwania wartościowych leadów kanały społecznościowe pełnią rolę social proof. Uwiarygadniają działalność firmy i zapewniają możliwości zapoznania się z opiniami innych klientów. W przypadku kampanii pozyskujących leady za pośrednictwem Facebooka i LinkedIn profile stanowią też medium pośredniczące w samym procesie zdobywania kontaktów.

Zetknięcie się z marką jest też niekiedy efektem trendów makroekonomicznych, sezonowych lub nasilonych działań globalnych oddziałów marek. W przypadku branży mieszkaniowej, wraz z trendem wzrostowym cen nieruchomości lub potencjału inwestycyjnego, można zaobserwować rosnącą liczbę wyszukiwań fraz w Google. Zwiększone nakłady globalnej marki samochodów na promocję nowego modelu samochodu wpływają np. na wzrost liczby odsłon danego modelu na stronie dealera.

Kontekst – zarówno rynkowy jak i marketingowy ma olbrzymie znaczenie w odbiorze marki i wpływa na kolejne etapy działań w zakresie pozyskiwania leadów. Jak śledzić trendy i estymować koszty? Warto korzystać z takich narzędzi jak Google Trends, Answer the public i Planer słów kluczowych.

Kampania leadowa

Przeprowadzenie skutecznej kampanii pozyskującej formularze jest możliwe na wiele sposobów i z wykorzystaniem różnych systemów reklamowych. Strategię pozyskiwania kontaktów warto zaplanować w odniesieniu do realnych możliwości.

• Jeśli posiadasz niezbyt rozbudowaną infrastrukturę internetową, np. ze stroną WWW wymagającą dużych modyfikacji – wykorzystaj formaty reklamy Lead Ads lub stwórz dedykowany landing page na potrzeby konkretnej kampanii.
• Jeśli posiadasz bardziej zaawansowaną infrastrukturę, wykorzystaj mix wielu różnych działań, przekładających się na pozyskiwanie leadów. Do wyboru masz: Lead Ads, reklamy Google Search, reklamy optymalizowane pod konwersje na stronie, budowanie ruchu na landing page’ach.

Jakie rozwiązanie jest najbardziej skuteczne? Tak naprawdę efektywność różnych technik zależy od skali biznesu, rodzaju branży oraz charakterystyki klientów. Dlatego warto testować poszczególne rozwiązania i oceniać ich efektywność, by móc wybrać najskuteczniejszą.

Co jest istotne w przypadku wszystkich kampanii leadowych? Wartość dodana, jaką powinien otrzymać komsument. Potencjalny klient w zamian za podanie swoich danych kontaktowych powinien otrzymać coś ekstra – limitowanego ebooka, ofertę skrojoną do jego potrzeb lub dostęp do materiału edukacyjnego Możliwości przyciągnięcia uwagi jest sporo. Tworząc kampanię pozyskującą kontakty, pomyśl nie tylko o tym, w jaki sposób je zdobyć, ale przede wszystkim o tym, co Ty możesz zaoferować potencjalnemu klientowi.

Facebook Lead Ads

Reklama Lead Ads jest często stosowanym formatem. Przy dobrej optymalizacji pomoże przełożyć się na efektywne rezultaty sprzedażowe. Sukces kampanii Lead Ads często jest uzależniony od jakości trzech jej czynników:

• Kreacji.
• Targetowania.
• Formularza.

Fundamentem, na którym powinno budować się skuteczną reklamę Lead Ads jest kreacja. W przypadku tego formatu reklamowego możemy wybierać między reklamą karuzelową, statycznym bannerem oraz animacją. Niezmiernie ważne jest to, by reklama jasno informowała o swojej intencji. Skuteczność reklam zawierających np. cenę lub korzyść dla potencjalnego klienta jest zdecydowanie wyższa niż reklam bez takich informacji.

Kluczowe jest również zadbanie o odpowiednie targetowanie reklam. Warto jest tutaj wykorzystać niestandardowe grupy odbiorców oraz lookalike audiences. Dobre rezultaty można również odnotować przy grupach odbiorców związanych z podobnymi intencjami zakupowymi.

Niekiedy nawet bardzo dobra reklama, docierająca do właściwych osób, może nie przynieść oczekiwanych efektów. Dlaczego? Przyczyną może być niedostosowanie formularza do oczekiwań klienta. W takim przypadku, potencjalny kupujący zwyczajnie go opuści i zapomni o sprawie. W formularzu kontaktowym, poza standardowymi pytaniami o dane kontaktowe, warto zadać pytania niestandardowe, np. o preferowaną godzinę kontaktu lub o konkretny produkt. Z jednej strony będzie to stanowiło istotną informację dla działu handlowego, który będzie w stanie w odpowiedni sposób poprowadzić rozmowę sprzedażową, a z drugiej skłoni do pochylenia się klienta nad odpowiedzią przed wysłaniem zapytania. W ten sposób można uniknąć przypadkowych formularzy.

Parafrazując znane powiedzenie – „Nie ma złych leadów, są tylko niepoprawnie przetworzone”. Formularze wpływające z Facebooka domyślnie należy eksportować ręcznie, co stanowi dość duże utrudnienie dla sprawności całego procesu kontaktowania się z potencjalnymi klientami. Całe szczęście istnieje możliwość wykorzystania różnych integracji, np. z narzędziem Zapier, dzięki któremu formularze trafiają na wskazane adresy mailowe w czasie rzeczywistym. Tym samym handlowcy mogą skontaktować się z potencjalnym klientem możliwie szybko, wykorzystując czas, którego upływ nigdy nie działa na korzyść procesu sprzedaży.

LinkedIn Ads – potencjalni klienci

Zasada działania kampanii Lead Ads z wykorzystaniem LinkedIn jest dość podobna. Natomiast w porównaniu do kampanii Facebook Ads, system LinkedIn posiada duży atut w postaci możliwości bardziej szczegółowego targetowania reklam. Kierowanie kroków do LinkedIn w kwestii pozyskiwania leadów B2B wydaje się być oczywiste. W przypadku pozyskiwania leadów B2C, również może okazać się świetnym miejscem do realizacji celu kampanii, zwłaszcza jeśli wiesz, czym zajmują się Twoi klienci. Znalezienie osób podobnych do Twoich klientów, dzięki LinkedIn Insight Tag i wykorzystanie tych grup w targetowaniu reklamy na LinkedIn, może przynieść bardzo dobre efekty.

Inne kampanie generujące konwersje

W przypadku, kiedy głównym źródłem pozyskiwania formularzy chcesz uczynić własną stronę internetową, warto rozważyć stworzenie odrębnego landing page’a poświęconego danej kampanii. Jakie media warto rozważyć do jej przeprowadzenia?

Z pewnością wykorzystanie Facebook Ads i Google Ads w odpowiednich proporcjach może przynieść dobry efekt. Mix różnych form reklamowych w Google oraz Facebook Ads pozwoli w różny sposób oddziaływać na potencjalnego klienta. Poprawnie skonstruowane kampanie, dobrze dobrane słowa kluczowe oraz nieustanna optymalizacja pod kątem konwersji powinny po pewnym czasie przynieść wymierny efekt. Poza zapewnieniem odpowiedniego targetowania, warto zadbać o poprawnie skonstruowaną analitykę strony docelowej. Szczególną dbałością należy otoczyć poprawne zliczanie zdarzeń. Więcej o tym można przeczytać w naszych tekstach dotyczących Google AnalyticsFacebook Analytics.

Co powinno charakteryzować poprawnie skonstruowany landing page?

Poprawna analityka i dobre targetowanie nie uczynią cudów bez dobrego landing page’a. Miarą sukcesu skutecznego landing page’a zawsze będzie współczynnik konwersji, jaki owa strona przynosi. W przypadku dedykowanych stron docelowych, które zawierają wyłącznie informacje dotyczące konkretnej promocji lub oferty, bez możliwości przejścia na główną stronę marki, można zaobserwować wysoki wskaźnik ruchu. Nie jest to jednak regułą, bowiem przy tworzeniu takiej strony docelowej należy zwrócić uwagę na kilka ważnych kwestii:

• łatwa dostępność formularza kontaktowego (dobrze by był umieszczony w widocznym miejscu na górze lub dole strony),
• przejrzysty dla klienta cel wypełnienia formularza („Wypełnij formularz, prześlemy Ci dedykowaną ofertę”),
• poprawna optymalizacja strony dla urządzeń mobilnych (niski czas wczytywania oraz przejrzystość treści na mniejszych ekranach),
• atrakcyjna forma wizualna (przyciąga uwagę i zwiększa szanse na konwersje),
• zadbaj o możliwość utworzenia grup remarketingowych (wykorzystasz je dla strony głównej marki lub dla przyszłych kampanii),
spójny charakter wizualny z materiałami reklamowymi oraz CI marki (zwiększa zaufanie do strony).

W przypadku kierowania użytkowników do strony marki, warto zadbać o to, by w możliwie jak najmniejszym stopniu rozpraszać użytkownika. Po zasięgnięciu informacji na temat konkretnej oferty, warto jest użytkownikowi wyświetlić np. dedykowany pop-up lub umieścić w widocznym miejscu formularz.

Niezależnie od tego jak wygląda nasz landing page, warto wdrożyć w nim narzędzie HotJar oraz ulepszoną analizę linków w Google Analytics. Informacje pozyskane w ten sposób pozwolą nam dowiedzieć się, co użytkownicy klikają, a gdzie proces, jaki zaprojektowaliśmy, jest dla niego niejasny. To pozwoli wprowadzić zmiany, mające na celu zwiększenie współczynnika konwersji.

Obsługa klienta i sprzedaż

Jeśli wszystkie kroki są wykonane poprawnie i leady sprzedażowe zaczynają spływać, każdy sprzedawca staje przed wyzwaniem przełożenia tych liczb na realne wyniki. To proces dość zaawansowany, warty tego, by poświęcić mu znacznie obszerniejszy artykuł. Warto jednak zarysować ogólnie kilka dobrych praktyk w tym zakresie:

• stwórz dobrze funkcjonujący proces sprzedażowy w swojej organizacji,
• zadbaj o możliwie szybki kontakt z potencjalnym klientem,
• potwierdź wpłynięcie formularza mailowo lub sms-owo,
• spraw, żeby dane przesłane przez klienta pozostawały bezpieczne,
• opracuj strategię kontaktowania się z potencjalnymi klientami w przypadku braku odpowiedzi na początku ścieżki.

Skuteczne generowanie leadów w sektorze B2C jest możliwe dzięki dobrej współpracy kilku działów. Wymienić należy: marketing (odpowiadający za pozyskanie wartościowego ruchu), IT (pomagające w odpowiednim skonwertowaniu ruchu na stronie) oraz sprzedaż (odpowiadająca za przełożenie efektów marketingowych na efekty sprzedażowe). Wymiana informacji, wzajemny feedback oraz świadomość celu wpływają na zwiększenie skuteczności na każdym z etapów i pozwalają na wyciągnięcie jak największej liczby pozytywnych efektów z dobrze przygotowanego procesu.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective

Google Analytics 4 – poznaj nową odsłonę narzędzia!

Google Analytics 4

Dzień każdego specjalisty od performance marketingu wygląda zapewne podobnie – zaczyna się od mocnej kawy, a kolejnym krokiem jest włączenie panelu Google Analytics i przeanalizowanie bieżących wyników kampanii. O ile wybór między kawą a herbatą jest już indywidualną preferencją, o tyle Google Analytics nie pozostawiał do tej pory większego wyboru i serwował nam znane od lat danie pod nazwą Universal Analytics. Od pewnego czasu w karcie dań serwowanych przez Google mamy do dyspozycji nową pozycję – Google Analytics oznaczony numerem 4. Docelowo wszyscy użytkownicy mają przełączyć się na nową usługę do końca 2021 roku.

Nowy Google Analytics 4 – dlaczego i po co?

Universal Analytics to standardowa usługa Google Analytics, z którą każdy specjalista od marketingu w sieci miał do czynienia choćby przez chwilę. Universal Analytics przez długie lata był podstawowym narzędziem służącym do mierzenia działań na stronie. Użytkownicy mogli  mierzyć odsłony, sesje, sprawdzać źródła ruchu i weryfikować współczynniki odrzuceń. Możliwości, jakie dawał Google Analytics, dość dobrze radziły sobie w realiach internetu stacjonarnego, konsumowanego praktycznie wyłącznie z komputerów stacjonarnych bądź laptopów.

Od momentu, w którym internet mobilny zaczął zwiększać swoje wpływy, a każdy internauta zaczął korzystać z większej liczby urządzeń z dostępem do sieci, Universal Analytics zaczął przypominać nieco Fiata 126p na niemieckiej autostradzie – jakoś tam posuwał się do przodu, ale o wyprzedzaniu czy mandacie za przekroczenie prędkości mogliśmy jedynie pomarzyć.

Dla bardziej świadomych użytkowników Google Analytics jego niedostatki w zakresie monitoringu ruchu w nowym Internecie zaczynały być coraz bardziej widoczne. Kolejne aktualizacje, mimo nowych funkcjonalności, w dalszym ciągu opierały się na metrykach, które nie przystawały do nowych realiów. Wracając do motoryzacyjnej metafory – zamiast zdecydować się na zmianę samochodu na nowy, decydowano się ulepszać archaiczną konstrukcję. Operacja ta natomiast od samego początku zdawała się być skazana na porażkę. Zwłaszcza, że nowe funkcje praktycznie nie wychodziły z fazy beta lub posiadały zbyt małą ilość danych, by być w stanie cokolwiek wskazać.

Google Analytics 4 to próba stworzenia nowego narzędzia, które bazuje na dokonaniach poprzednika. Czy przedefiniowanie flagowej usługi analitycznej od Google wystarczy, by sprostać wymaganiom współczesnego internetu? Zwłaszcza, że konkurencja nie śpi! Zwracam tutaj uwagę chociażby na Facebook Atribution.

Czym się różni Google Analytics 4 od poprzedniej wersji?

Pochylając się nad nową wersją, warto zastanowić się nad tym, jakie zmiany zaszły względem Universal Analytics. Poza wizualnymi i funkcjonalnymi kwestiami, jakie można zauważyć już na pierwszy rzut oka, jest cała masa zmian, które wpływają na kształt narzędzia. Poniżej kilka największych zmian jakie nadeszły w Google Analytics 4.

Sesje i zdarzenia

W Universal Analytics kluczowymi parametrami były sesje – to przez ich pryzmat można było sprawdzić źródła ruchu, ich skuteczność i dziesiątki innych danych. Google Analytics 4 odchodzi od przyznawania sesjom palmy pierwszeństwa. Ta metryka, choć dalej obecna, usuwa się w cień, by ustąpić miejsca zdarzeniom. W nowym Google Analytics to zdarzenia są królem metryk, dokładnie tak samo jak szczupak jest królem wód. Dlaczego tak jest?

W aplikacjach mobilnych pojęcie sesji nie istnieje. Użytkownik aplikacji nie przełącza się między stronami, a pomiędzy różnymi ekranami, dokonuje różnych interakcji itd. Sesja w tradycyjnym rozumieniu tego pojęcia wyglądałaby więc zupełnie inaczej niż w przypadku strony internetowej. Punktem wspólnym dla aplikacji i strony internetowej mogą być zdarzenia, dlatego zastępują one sesje i stają się kluczowym atrybutem dla analityki w nowej usłudze.

Porównanie Universal Analytics z Google Analytics 4
Porównanie Universal Analytics z Google Analytics 4

Dodatkowo nowa usługa Google Analytics jest w stanie zmierzyć część zdarzeń bez ingerencji użytkownika, bazując wyłącznie na implementacji samego kodu śledzącego. Będzie stanowić to zdecydowane ułatwienie dla mniej zaawansowanych marketerów. Natomiast zdarzenia niestandardowe trzeba będzie skonfigurować ręcznie z wykorzystaniem np. Google Tag Managera.

Atrybucja

Modelem atrybucji, z jakim mieliśmy do czynienia w poprzedniej wersji Google Analytics, mógł być dowolny model atrybucji, pod warunkiem, że był to last-click. W trakcie ewolucji Universal Analytics pojawiły się odrębne projekty dotyczące atrybucji, jednak w dalszym ciągu było to rozwiązanie niewystarczające do przeprowadzania bardziej zaawansowanych analiz. W Google Analytics 4 mamy możliwość wyboru różnych modeli atrybucji (na razie co prawda dość okrojonych, ale zawsze) z poziomu dowolnego raportu. Myślę, że funkcja ta będzie rozwijana i modele atrybucji zagoszczą w Analyticsie w szerszym gronie.

Podróż klienta

Nad tym hasłem warto pochylić się bardziej. Universal Analytics okazał się niedoskonały w wielu względach, natomiast kwestia śledzenia użytkowników była prawdziwą piętą achillesową tego narzędzia. O ile użytkownik korzystający wyłącznie z jednego komputera był dla Google Analytics faktycznie jednym użytkownikiem, o tyle internauta odwiedzający stronę internetową z komputera stacjonarnego u siebie w domu, laptopa w pracy i tabletu, był widziany przez Google Analytics jako trzech różnych użytkowników. Ścieżki wielokanałowe dawały jakiś pogląd na zachowania użytkownika. Natomiast nierzadko trop urywał się w połowie ścieżki zakupowej. Trudno więc było ocenić, co ostatecznie skłoniło internautę do podjęcia określonego działania.

Ścieżki użytkownika Google Analytics 4
Ścieżki użytkownika

Raport poświęcony użytkownikom został stworzony według cyklu życia klienta i podzielony na cztery główne etapy:

  • Pozyskiwanie – znajdziemy tutaj dane dotyczące źródeł ruchu i pozyskiwania użytkowników. Raporty wyglądają nieco inaczej niż miało to miejsce w Universal Analytics, ale pokazują podobne dane. Pierwszy kontakt z przearanżowanymi raportami pokazuje, że są one dość przejrzyste. Dane są zwizualizowane w postaci dwóch wykresów – słupkowego i serii czasowej.
  • Zaangażowanie – w tej sekcji widzimy dane dotyczące zachowania na stronie internetowej. Jeden raport dotyczy zdarzeń (o tym zagadnieniu jeszcze będzie mowa), drugi to „strony i ekrany”. Znamy go dobrze z poprzedniej odsłony, wzbogacony jednak o możliwość śledzenia interakcji w aplikacji mobilnej.
  • Generowanie przychodu – w tym raporcie można znaleźć dane związane z działalnością e -commerce naszej strony. Aby raporty w tej sekcji były widoczne, musimy skonfigurować wcześniej moduł e-commerce dla nowej usługi. To zagadnienie będzie zapewne tematem jednego z kolejnych artykułów w cyklu #samnektar.
  • Utrzymanie – raport w tej sekcji daje szerszy obraz sytuacji związanej z czasem styczności z Twoją stroną. Możesz zaobserwować w jaki sposób, a przede wszystkim w jakim czasie użytkownicy pozostają z nią w interakcji. Stanowić może to cenną wskazówkę, np. dla sklepów internetowych. Pozwoli na zoptymalizowanie różnych działań w zakresie mobilizacji klientów do zakupu.,

Google Analytics 4 ma rozwiązać problem śledzenia aktywności i cyklu życia użytkownika. Dodatkowo taką „truskawką na torcie” jest możliwość tworzenia zwizualizowanych raportów w formie lejka sprzedażowego.

Uczenie maszynowe

Uczenie maszynowe w Google Analytics 4 stanowi istotę tego, w jaki sposób mierzone są dane. Nowa usługa wykorzystuje bowiem modelowanie, które w oparciu o zgromadzone dane jest w stanie tworzyć estymacje dotyczące tego, w jaki sposób będą zachowywać się użytkownicy na stronie lub wnioski na temat ruchu. Wraz z wykorzystaniem uczenia maszynowego do użytku wchodzi funkcja „insights”, która ma zwracać uwagę na najważniejsze kwestie w analizie danych.

Strumienie danych

W Universal Analytics mogliśmy śledzić wyłącznie dane ze strony internetowej, w której umieszczony był kod śledzący Google Analytics. Nowa odsłona przynosi dość istotną zmianę w tym względzie. Oprócz śledzenia strony internetowej, możemy dodać nowe strumienie danych, czyli źródła danych, takie jak aplikacje mobilne. Dzięki zmianie modelu gromadzenia danych, możliwe stało się „spięcie” dwóch światów w jednej usłudze Google Analytics. Dzięki temu porównamy statystyki ruchu z aplikacji oraz strony internetowej. Strumienie danych w pewnym sensie zastępują też widoki, które były dostępne w poprzedniej odsłonie usługi.

Jak wygląda implementacja Google Analytics 4?

Google Analytics 4 można zaimplementować na 3 różne sposoby:

  • Wdrożenie poprzez Google Tag Managera.
  • Implementacja kodu śledzącego na stronie.
  • Dodanie identyfikatora GA4 do istniejącego UA na stronie.

Szczególnie warto rozważyć implementację poprzez Google Tag Managera, który i tak będzie niezbędny, jeśli chcielibyśmy śledzić zdarzenia niestandardowe. Wdrożenie usługi Google Analytics 4 poprzez GTM jest dość proste i szybkie. Tworząc nowy Tag należy wybrać jedynie typ tagu jako „Google Analytics: konfiguracja GA4” i powiązać go z regułą „All pages”.

Czy warto wdrażać Google Analytics 4?

Tak jak wspomniałem wcześniej – nowy Google Analytics  dla nowych użytkowników już stał się domyślną usługą śledzącą. Jeśli dopiero zamierzasz zacząć przygodę ze śledzeniem danych dotyczących Twojej strony, to nowa usługa będzie jedyną, jaką będziesz mógł wybrać.

Natomiast jeśli w tym momencie opierasz swoją analitykę na Universal Analytics, to warto od razu wdrożyć Google Analytics 4. Do końca 2021 roku wszyscy użytkownicy zostaną przełączeni do nowej usługi. W jaki sposób zostanie to przeprowadzone, czy archiwalne dane zostaną przeniesione do nowej wersji? Trudno powiedzieć. Jedno jest jednak pewne. Osoba, która miała styczność z dotychczasowym Universal Analytics będzie potrzebowała trochę czasu, by przyzwyczaić się do nowej usługi. Warto więc zaimplementować nowy kod Google Analytics 4 równolegle do istniejących już usług i powoli zapoznawać się z narzędziem.

Należy mieć też na uwadze fakt, że usługa jest zupełnie nowa. Nie wszystkie systemy są z nią więc w tym momencie kompatybilne. Problemem jest też baza wiedzy na temat nowej usługi, która w tym momencie jest dość uboga. Z całą pewnością materiały, kursy i szkolenia w 2021 roku będą pożądanym produktem na rynku branżowym.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective Team

Google Tag Manager – poznaj najważniejsze wskazówki

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – tak jest nie tylko z emocjami, produkcją parówek, ale też z analityką internetową. Pod płaszczykiem niewinnie wyglądających i poprawnie skonfigurowanych celów analitycznych często pracują zaawansowane tagi stworzone w Google Tag Managerze. O tym jak i co mierzyć na swoich stronach internetowych za pomocą Google Tag Managera, dowiesz się z tego tekstu.

Jak działa Google Tag Manager?

Dzięki implementacji kodu kontenera Google Tag Managera możliwe jest umieszczanie własnych tagów bez konieczności dokonywania zmian w kodzie. Rozwiązanie jest bezpieczne głównie z tego powodu, że minimalizuje popełnienie poważnego błędu przy zmianie kodu na stronie, który mógłby wpłynąć na jej poprawne funkcjonowanie. Właściwa konfiguracja Google Tag Managera jest pierwszym krokiem na drodze do sukcesu, jaki można odnieść, wznosząc swoją analitykę na wyższy poziom.

Google Tag Manager – konfiguracja

Chciałoby się powiedzieć, że konfiguracja Google Tag Managera to bułka z masłem i nie ma w niej niczego, co mogłoby zaskoczyć. Jak to jednak często bywa, również i tutaj, poza poprawnym zaimplementowaniem kodu, trzeba pamiętać o jednej kwestii. Nowy kontener musi zostać opublikowany, by uruchamiał się poprawnie. By to zrobić, po implementacji kodu należy opublikować kontener, nawet jeśli chwilowo nie zawiera żadnych tagów. Poprawność implementacji Google Tag Managera warto sprawdzić też przy pomocy wtyczki do Google Chrome – Google Tag Assistant. Jeśli wszystko działa jak należy, można przejść dalej – do konfiguracji tagów.

Tagi – a co to takiego?

Tag – to w najprostszej interpretacji skrypt, który za pomocą Google Tag Managera jest uruchamiany na stronie internetowej. Każdy tag powstaje w wyniku wyboru typu tagu i odpowiedniej reguły.

Typ tagu możemy wybrać spośród wielu preinstalowanych propozycji, które podsuwa Google Tag Manager, np. tag Google Analytics (konfiguracja kodu śledzącego lub zdarzeń) lub niestandardowy kod HTML (np. implementacja pixela Facebooka). Reguła jest detektorem zdarzeń, po których ma być uruchamiany tag. Można to porównać do skrzyżowania ulic: regułą jest zapalenie zielonego światła, a tagiem jest przejazd samochodu przez skrzyżowanie. Bez spełnienia reguły samochody będą stać na czerwonym świetle w nieskończoność.

Implementacja kodów śledzących

Za pomocą Google Tag Managera można dokonać implementacji kodu śledzącego Google Analytics bez konieczności umieszczania go osobno w kodzie strony. Wdrożenie kodu śledzącego Google Analytics poprzez Google Tag Managera jest dziecinnie proste, zobacz sam:

  1. Utwórz nowy Tag i nazwij go „Kod Google Analytics”.
  2. W menu wyboru typu tagu wybierz „Google Analytics – Universal Analytics”.

Dodawanie kodu śledzącego_Google Tag Manager
Dodawanie kodu śledzącego

3. W polu Ustawienia Google Analytics utwórz zmienną ustawień i nazwij ją np. „Zmienna GA”.

Konfigurowanie zmiennej
Konfigurowanie zmiennej

4. W polu identyfikator śledzenia wprowadź identyfikator konta Google Analytics rozpoczynający się od GA-…..

5. Po zapisaniu zmiennej, wybierz ją przy konfiguracji typu tagu, w przeciwnym razie implementacja nie będzie poprawna.

6. Jako regułę ustaw „All pages” – wyświetlenie wszystkich stron, tak by kod Google Analytics uruchamiał się na każdej podstronie.

7. Zapisz tag i kliknij prześlij, by został wdrożony na stronie.

W kwestii implementacji pixela Facebooka sprawa wydaje się być jeszcze prostsza, bowiem przy tworzeniu tagu wystarczy wybrać niestandardowy kod HTML jako typ tagu. Następnie powiązać go z regułą „All pages”. Niestandardowym kodem HTML będzie kod pixela Facebooka.

Mierzenie kliknięć numerów telefonów

W dobie rosnącego udziału ruchu mobilnego, coraz większą rolę odgrywa możliwość szybkiej interakcji ze stroną poprzez połączenie telefoniczne. Jeśli na swojej stronie posiadasz numery telefoniczne zadbaj o to, by wyświetlały się jako linki (<a href=”tel:+48555555555„>555 555 555</a>). Ten zabieg ma dwie główne zalety:

  • Klient może po kliknięciu numeru telefonu przejść od razu do połączenia telefonicznego.
  • Można zmierzyć liczbę kliknięć.

Zachęcenie klienta do wykonania połączenia jest już po Twojej stronie. Natomiast w kwestii zliczenia liczby kliknięć w Google Analytics może pomóc Google Tag Manager. Jak to zrobić?

  1. Dodaj nowy tag –  jako typ tagu wybierz Google Analytics – Universal Analytics, a jako typ śledzenia – zdarzenie.
  2. Uzupełnij kategorię, działanie i etykietę. Uwaga! Unikaj w nazwach wielkich liter, polskich znaków i spacji.
  3. Dodaj regułę. Jako typ reguły wybierz: „Tylko linki” z obszaru „Kliknięcie”.

Wybór reguły_Google Tag Manager
Wybór reguły

4. Skonfiguruj regułę według poniższych kryteriów:

Kliknięcie telefonów_Google Tag Manager
Kliknięcie telefonów

5. Zapisz tag i prześlij go do publikacji.

6. Po opublikowaniu tagu uruchom widok podglądu tagów, by sprawdzić, czy tag się uruchamia poprawnie.

7. Jeśli tak jest, zdarzenia będą widoczne w Google Analytics w raporcie Zachowanie – Zdarzenia. Możesz też takie zdarzenie dodać jako cel w Google Analytics i analizować jego realizację, np. na ścieżkach wielokanałowych.

8. Z regułą możesz też powiązać zdarzenie z Facebook Ads.

Wysłanie formularza kontaktowego

W przypadku sporej części kampanii liczba przesłanych formularzy na stronie internetowej świadczy o jej skuteczności. Poprawne zliczanie wysłanych formularzy stanowi więc istotny element kampanijnej układanki. W przypadku formularzy, po których wysłaniu wyświetla się strona z podziękowaniem i zmienia się adres URL, ingerencja Google Tag Managera nie jest konieczna – bez problemu taki formularz zmierzymy poprawnie dodając cel w Google Analytics. Problem zaczyna się, gdy formularz jest wysyłany bez przeładowania strony lub sam formularz jest pop-upem.

Wtedy wejście do Google Tag Managera i utworzenie poprawnego tagu mierzącego liczbę formularzy jest najlepszym wejściem. To, w jaki sposób zliczać formularze, które po wysłaniu nie wyświetlają strony podziękowania, pokażę na przykładzie popularnej wtyczki do formularzy w WordPress – wpcf7.

Pierwszym krokiem na drodze do zliczenia formularzy wpływających poprzez wtyczkę jest instalacja niestandardowego listenera.

Dodaj nowy tag, w skład którego wejdzie niestandardowy kod HTML, powiązany z regułą „All pages”:

<script>
document.addEventListener( 'wpcf7mailsent’, function( event ) {
dataLayer.push({„event”:”formSubmit”});
}, false );
</script>

Opublikuj tag i sprawdź, czy uruchamia się poprawnie na stronie. Jeśli tak, możesz dodać kolejny tag, który będzie mierzył już wysłanie formularza na stronie. Do nowego tagu wybierz typ tagu jako zdarzenie Google Analytics, które będzie powiązane z regułą opartą na zdarzeniu niestandardowym „formSubmit”. Prześlij tag do publikacji i sprawdź poprawność wysyłania formularzy.

Jak zmierzyć czas?

Odpowiedź na to pytanie w życiu pozadigitalowym wydaje się banalnie prosta, jednak w przypadku analityki internetowej sprawa się nieco komplikuje. Owszem, Google Analytics pokazuje średni czas spędzany na stronie, natomiast trudno ufać tej statystyce ze względu na ograniczenia techniczne tego narzędzia. Przy pomocy Google Tag Managera można ustawić timer pokazujący czas spędzony na stronie, co będzie bardziej miarodajne niż dane z Google Analytics. Możemy taki timer uruchomić na wszystkich zakładkach lub na wybranej (np. z ofertą) i dotrzeć do osób zapoznających się z nią wnikliwie np. dłużej niż 1 minutę.

Kolejny raz stwórz tag, oparty na zdarzeniu Google Analytics i powiązany z regułą „Minutnik”.

Timer_Google Tag Manager
Timer

W polu przerwa wpisz przedział czasu w milisekundach. Pole „limit” mówi o tym ile razy taki przedział czasowy ma być odliczony, w tym przypadku ten tag uruchomi się tylko po pierwszej minucie spędzonej na danej podstronie. Twój tag jest już gotowy i wymaga wyłącznie opublikowania i weryfikacji.

Przewinięcie strony

Często w przypadku długich stron internetowych lub w przypadku stron typu onepage, warto zastosować tag mówiący o głębokości przewijania. Analogicznie jak w przypadku poprzednich tagów, wykorzystaj typ tagu Google Analytics – Universal Analytics (zdarzenie) i powiąż go z regułą „Głębokość przewijania”. Jej konfiguracja jest prosta, ponieważ musimy wybrać wartość procentową lub pikselową po jakiej tag ma się uruchomić. W naszym przypadku zdecydowaliśmy się na 90% długości strony z dodawaniem nowej oferty, wygląda to tak:

Głębokość przewijania_Google Tag Manager
Głębokość przewijania

O czym musisz pamiętać?

  • Pamiętaj o tym, aby tagi uruchamiały się poprawnie, kontener musi zostać opublikowany.
  • Weryfikuj tagi po ich publikacji.
  • Możesz do jednego tagu dopisać kilka reguł, pamiętaj by zwrócić uwagę na to, żeby w odpowiedni sposób operować pojęciami „lub”, „i”.

Google Tag Manager otwiera duże możliwości przed każdym, kto chce mierzyć w jak największym stopniu skuteczność swoich kampanii i witryny. Warto skorzystać z tych możliwości i nieustannie pracować nad udoskonalaniem analityki swojej strony WWW, uzyskując większą ilość informacji o preferencjach jej użytkowników.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective Team

Stwórz raport dla swojej kampanii w Google Data Studio

Prowadzenie kampanii w kilku systemach reklamowych bywa trudnym zadaniem. Wymaga zarówno wysokiego poziomu koncentracji, jak i zdolności do analizowania i prognozowania skuteczności prowadzonych działań. Każdy, kto opiekuje się kampaniami digitalowymi wie, jak trudno niekiedy odnaleźć się w gąszczu wskaźników i rozległych tabel zawierających niezrozumiałe liczby. Do tego rozmieszczonych w kilku różnych miejscach. Jak ułatwić swoją pracę? Stwórz raport w Google Data Studio i śledź swoje kampanie w jednym miejscu.

Filarem każdej kampanii digitalowej jest analiza i wyciąganie odpowiednich wniosków z prowadzonych działań. Zadanie to wymaga wielu zdolności analitycznych, kiedy do zestawienia mamy ze sobą dane z Facebook Ads, Google Ads, LinkedIn Ads oraz Google Analytics. Jeśli dołożymy do tego działania organiczne i nieodpartą chęć ich mierzenia, to ilość źródeł danych potrafiłaby przytłoczyć nawet najbardziej wielozadaniowych marketerów. Nieustanna optymalizacja prowadzonych działań reklamowych jest kluczem do utrzymywania ich odpowiedniej efektywności. Warto więc skupić się na tym, by wyciąganie wniosków było procesem możliwie komfortowym i jednocześnie skutecznym. W tym celu możesz stworzyć swój własny raport w Google Data Studio.

O samym narzędziu i jego niewątpliwych zaletach wspominała na łamach cyklu #samnektar w swoim artykule Ania Skóra. Nie chcąc powielać tych wniosków, zamierzam skupić się na aspekcie praktycznym tworzenia i funkcjonowania raportów w Google Data Studio.

Od czego zacząć raport w Google Data Studio?

Tak jak w przypadku wielu podobnych kwestii, najbardziej istotnym aspektem jest wstępne rozpoznanie potrzeb. Zupełnie inny raport stworzysz dla zaawansowanego klienta e-commerce z analizą kilkudziesięciu różnych czynników, świadczących o tendencjach i zachowaniach klientów, a kompletnie odmienny raport powstanie dla klienta prowadzącego działania mające na celu budowanie świadomości marki. Parafrazując klasyka – na samym początku musisz zadać sobie jedno ważne, ale to bardzo ważne pytanie: „jakie dane chcesz analizować?”, a potem zacznij je analizować. Brzmi prosto, ale tak naprawdę wstępna koncepcja raportu będzie drogowskazem. Pozwoli Ci on pozostać na właściwym szlaku do analizowania naprawdę potrzebnych rzeczy.

Jeśli poprawnie zostały rozpoznane potrzeby Twoje lub Twojego klienta, nie pozostaje Ci nic innego niż rozpoczęcie tworzenia swojego pierwszego raportu. Wejdź na datastudio.google.com i zaloguj się tam z wykorzystaniem swojego konta Google. Optymalnie, jeśli będzie to konto powiązane z usługą Google Analytics lub Google Ads.

Źródła danych w Google Data Studio

Praca nad raportem zaczyna się zawsze od wyboru źródła danych i tutaj warto się na moment zatrzymać. Google Data Studio to narzędzie darmowe. Nie oznacza to jednak, że dane z wszystkich systemów reklamowych zdobędziemy za darmo. Google udostępnia kilkanaście darmowych konektorów. Są to takie, które pokazują dane z Google Analytics, Google Sheets, Google Ads, BigQuery i statystyk YouTube. Jeśli operujesz wyłącznie w tych obszarach, całkiem prawdopodobne, że nie są potrzebne Tobie płatne rozwiązania. W przypadku systemów reklamowych spoza galaktyki Google, należy jednak wykorzystać rozwiązania zewnętrzne, które są już płatne. Przykładowo jednym z partnerów Google Data Studio jest Supermetrics, który udostępnia kilkadziesiąt różnych konektorów. Pozwalają one na import danych z systemów m.in. Facebooka, LinkedIna czy Instagrama. Dodatkowo konektory od Supermetrics dodają nowe funkcjonalności do źródeł danych powiązanych z Google Analytics (np. możliwość analizowania ścieżek wielokanałowych) lub Google Ads. W przypadku prowadzenia kampanii poza ekosystemem Google warto rozważyć skorzystanie z Supermetrics i uzupełnić swój raport o dane z innych systemów reklamowych.

Wybór źródła danych Google Data Studio
Wybór źródła danych Google Data Studio

Zadbaj o wygląd raportu w Google Data Studio

Po wybraniu źródła danych prawdopodobnie domyślnie zostanie utworzona pierwsza wizualizacja Twoich danych. Nie przejmuj się jej dość mało atrakcyjnym wyglądem.  Wystarczy kliknąć dowolne miejsce raportu poza wizualizacją danych, by naszym oczom ukazała się karta „Motyw i układ”. Wbrew pozorom nie jest to tytuł podrzędnego kryminału klasy B, a miejsce, w którym można poprawić nieco styl naszego raportu i jednocześnie ustawić domyślny styl tworzonych wizualizacji.

Wybór motywu w Google Data Studio
Wybór motywu w Google Data Studio

Google Data Studio udostępnia kilkanaście różnych motywów kolorystycznych, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jednak Twój gust graficzny jest bardziej wyrafinowany, poszczególne elementy zawsze będzie można dodatkowo edytować w trakcie tworzenia samego raportu. Przechodząc na kartę „Układ” znajdziemy opcje dotyczące samego rozmieszczenia slajdów raportu. Możemy wybrać format poziomy i pionowy – w zależności od naszych preferencji, jak i samego zastosowania raportu. Po ustawieniu podstawowych kwestii można przejść do wizualizowania danych.

Wizualizowanie danych z systemów reklamowych w Google Data Studio

Google Data Studio umożliwia przedstawianie danych w kilku głównych kategoriach. Są to: tabele, wykresy słupkowe, kolumnowe, podsumowania statystyk, serie czasowe i rozmaite wykresy (liniowe, świecowe, kołowe itd.). Dodatkowo pozwala na korzystanie z wizualizacji tworzonych przez społeczności, np. wykresy Gantta lub wizualizacja lejków sprzedażowych.

Uwaga! Zawsze należy zezwolić na wykorzystywanie wizualizacji tworzonych przez społeczność w opcjach źródła danych.

Nadawanie dostępu do wizualizacji Google Data Studio
Nadawanie dostępu do wizualizacji Google Data Studio

Większość wizualizacji opiera się o dwie główne składowe – wymiar i dane. Wymiar stanowią informacje, według których zostaną przedstawione dane. Przykładowo wymiarem będą nazwy kampanii w Google Ads, a danymi liczba wyświetleń, kliknięć i stawka CPC. Dla wykresów z serią czasową wymiarem zawsze będzie czas – w miesiącach, dniach lub godzinach. Dane lub wymiar możemy też dowolnie formatować. Wielkości te często nie posiada jednostek, wówczas można dane edytować dodając odpowiedni ich format.

Edycja danych w Google Data Studio
Edycja danych w Google Data Studio

Istotną funkcją, o jakiej warto wspomnieć, jest też możliwość tworzenia własnych pól w ramach źródła danych. W tym celu musimy wejść w menu edycji źródła danych: Zasób – Zarządzaj dostępnymi źródłami danych – Edytuj przy wybranym źródle danych. Chcąc dodać pole – wybierz opcję „Dodaj pole”, gdzie ukaże się okno formuły. Możemy dodać w nim dowolne funkcje związane z polami występującymi w źródle danych. Przykładowo, chcąc stworzyć własne pole dla policzenia współczynnika CTR kampanii Google Ads, powinniśmy wpisać formułę o takim kształcie:

Tworzenie formuły Google Data Studio
Tworzenie formuły Google Data Studio

Lista formuł, jakie można wykorzystać w trakcie tworzenia własnych pól, jest dostępna TUTAJ.

Zakres dat raportu i dane porównawcze w Google Data Studio

Każde działania powinny być w jakimś stopniu osadzone w czasie. Dodawane wizualizacje danych mają domyślnie ustawiony przedział dat jako „automatyczny”. Oznacza to, że jest on ustalany według zakresu dat dla danej strony. Pole wyboru wykresu dat może pokazywać w zasadzie dowolnie wybrany przez nas domyślny (tj. taki jaki jest widoczny po wyświetleniu raportu) przedział dat. Google Data Studio proponuje kilka różnych opcji, jednak możemy też wytypować własne.

Dla danych liczbowych przedstawionych w tabelach, podsumowaniach statystyk lub na wykresach możemy zestawić również dane z analogicznego okresu – np. z tego samego miesiąca w poprzednim roku lub w poprzednim miesiącu. Przy wyborze okresu porównawczego wybieramy wtedy „poprzedni okres” dla np. poprzedniego miesiąca lub „poprzedni rok” dla analogicznego okresu w minionym roku. Co ciekawe, po zmianie zakresu dat, np. na ostatnie 10 dni, system porówna zwizualizowane dane z poprzednimi dziesięcioma dniami.

Będąc wyposażonym w podstawową wiedzę na temat tworzenia raportów w Google Data Studio, możesz rozpocząć pracę nad własnym raportem. Praca nad stworzeniem raportu bywa niekiedy żmudna i długotrwała. W ostatecznym rozrachunku pozwala jednak zaoszczędzić długie godziny na poszukiwaniu odpowiednich statystyk lub liczeniu rozmaitych zależności. A to potrafi znacząco wpłynąć na efektywność codziennej pracy.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective Team

Wskaźniki reklamowe, które warto obserwować przy ograniczonym budżecie

W dobie kryzysu spowodowanego koronawirusem wiele firm decyduje się na ograniczenie wydatków marketingowych. Rynek reklamowy przypomina w tym okresie wzburzone morze, gdzie wiele rzeczy dzieje się nagle i niespodziewanie. Jak utrzymać dobry kurs i dopłynąć szczęśliwie do celu? Optymalizując swoje kampanie reklamowe w oparciu o kilka istotnych parametrów! Zobacz, które wskaźniki reklamowe warto mieć na uwadze, realizując kampanie reklamowe.

Google Ads

Utrata udziału w wyświetleniach ze względu na budżet – sieć reklamowa i sieć wyszukiwania

Ten parametr wskazuje na to, ile razy Twoje reklamy nie zostały wyświetlone ze względu na zbyt niski budżet dzienny. Wskaźnik utraty udziału w wyświetleniach w reklamach Google Ads jest dostępny wyłącznie z poziomu kampanii i sygnalizuje, gdzie warto dokonać zmiany budżetów lub harmonogramów reklam. W przypadku, gdy współczynnik utraty udziału w wyświetleniach jest bliski 0-1%, nasze reklamy dysponują odpowiednio dużym budżetem, by jak najczęściej wyświetlać się wg określonych kryteriów reklamy. Im wyższy procent, tym większa utrata udziału w wyszukiwaniach.

Utrata udziału w wyświetleniach – dopuszczalna i zachęcająca do optymalizacji

Jak sobie z tym poradzić?

  • Zastosuj wyświetlanie reklam wg harmonogramu – sprawdź zwyczaje swoich klientów. Często można zaobserwować niski poziom konwersji w godzinach 24-6, niekiedy również w dniach powszednich, kiedy spędzamy czas w pracy. Natomiast wysoki – w godzinach popołudniowych i wieczornych. Jeśli Twoi klienci kupują wieczorami, a reklamy wyświetlane o 10 rano już wykorzystały większość swojego budżetu, to bardzo możliwe, że jest on wydawany nieefektywnie. Warto wykluczyć godziny i dni, w których poziom konwersji jest najmniejszy. Pamiętaj jednak, że sposób pracy zdalnej różni się dość mocno od pracy w biurze. Wpływa to na sposób konsumpcji internetu przez pracującą część internautów. Wszystkie kampanie warto przejrzeć właśnie pod tym kątem.
  • Jeśli kampanie mają minimalny wskaźnik utraty udziału wyszukiwania ze względu na budżet, a nie są kluczowe z punktu widzenia Twojego biznesu, spróbuj obniżyć budżet dzienny. Możliwe, że na kilku tak sprawdzonych kampaniach uda się zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt złotych dziennie!

Współczynnik konwersji i koszt konwersji

W momencie, kiedy budżet reklamowy zostaje ograniczony, a obecność w Internecie jest jednym z warunków przetrwania tego trudnego okresu, warto skupić się na tych reklamach, które rzeczywiście przynoszą efekty. Sprawdź współczynnik konwersji swoich reklam i oceń jej koszt. Wyeliminowanie kampanii o niskim lub zerowym współczynniku konwersji lub tych, które generują pojedyncze konwersje, które są dla nas zbyt drogie, pozwoli zaoszczędzić kolejne fundusze.

Współczynnik wyświetleń u góry strony w sieci wyszukiwania

Jeśli prowadzisz kampanie brandowe ten wskaźnik powinien być dla Ciebie wyjątkowo istotny. Klient, który wpisuje nazwę Twojej firmy w wyszukiwarkę, jest już na co najmniej drugim etapie lejka, więc powinien być traktowany możliwie priorytetowo. Najwyższa pozycja w sieci wyszukiwania na słowa kluczowe związane z nazwą Twojej firmy jest kwestią nie tylko „prestiżową”. To miejsce stanowi również dobry punkt wyjścia do wzrostu liczby konwersji. Jeśli zależy Tobie na wysokiej pozycji reklam brandowych, ustaw kampanię pod kątem udziału w wyświetleniach u góry strony.

Wynik jakości reklam

„Wyższy wynik jakości – niższa stawka CPC”, to prawda traktowana jako „oczywista oczywistość”. Zadbaj więc o jak najwyższy wynik jakości Twoich reklam. Wskaźniki reklamowe, mówiące o jakości reklam, wynikają z kilku czynników – przypuszczalnego współczynnika klikalności, trafności reklamy i oceny jakości strony docelowej. Na tym drugim czynniku warto się skupić przy optymalizacji reklam. Jak to zrobić? Uzupełnij reklamę o informacje, które skłonią użytkownika do tego, by w nią kliknął. Jeśli prowadzisz biznes offline, a w okresie pandemii zmienił się tryb Twojej pracy lub rodzaj usług (np. restauracja sprzedająca wyłącznie jedzenie na dowóz), poinformuj o tym w reklamie. W przypadku biznesów działających głównie z digitalu, poinformuj o atutach, jakie charakteryzują Twoją firmę.

Facebook Ads

Bazując na danych pochodzących z Włoch, w okresie rozkwitu pandemii użytkownicy Facebooka spędzili tam o ok. 70 procent więcej czasu niż w zwyczajnym okresie. Wpływa to dość znacząco na atrakcyjność Facebooka jako systemu reklamowego. Na jakie wskaźniki reklamowe warto tutaj zwrócić uwagę?

Częstotliwość reklam

Z uwagi na zwiększoną ilość czasu spędzaną na Facebooku, w większości kampanii można zauważyć wzrost częstotliwości wyświetlania reklam.

Do najważniejszych kwestii wpływających na skuteczność reklamy należą:

  • sprawdzenie umiejscowień reklam – te w prawej kolumnie gwarantują wyższą częstotliwość,
  • możliwość ustawienia cappingu, czyli ograniczenia częstotliwości wyświetlania reklam,
  • zmiana kreacji reklamowej.

W okresie trwania pandemii i szukania oszczędności sprawdzonym sposobem na obniżenie częstotliwości jest też obniżenie budżetu dziennego.

CTR

Click Through Rate pokazuje stopień w jakim użytkownicy klikają w reklamy Twojej firmy. W dynamicznie zmieniających się warunkach, warto zadbać o to, by treści reklamowe były adekwatne do sytuacji. Zarówno biznesowej, jak i społecznej. Jeśli głównym celem Twoich reklam było np. zbieranie leadów kontaktowych i umawianie klientów na spotkania, zaproponuj alternatywę. Może to być chociażby rozmowa wideo. Zmiana treści copy oraz grafiki na spójną z ogólnym przekazem komunikacyjnym wydaje się tutaj oczywista.

Ranking jakości i ranking współczynnika konwersji

Facebook, podobnie jak w przypadku reklam Google Ads, ocenia jakość tworzonych reklam. Jest to jeden ze wskaźników efektywności reklamy w systemie Facebook Ads, mierzony za pomocą rozmaitych sygnałów:

  • opinie oglądających reklamy,
  • liczba osób, która ukryła daną reklamę,
  • ocena cech zwracających uwagę na niską jakość reklamy, np. duża ilość tekstu na grafice, ukrywanie informacji w treści reklamy lub treść sensacyjna.

W przeciwieństwie do Google, gdzie wynik jakości jest przedstawiany w skali 1-10, Facebook prezentuje wartości rankingu jakości w poniższy sposób:

  • Powyżej średniej
  • Średnia
  • Poniżej średniej (dolne 35% reklam)
  • Poniżej średniej (dolne 20% reklam)
  • Poniżej średniej (dolne 10% reklam)

Jeśli ranking jakości Twojej reklamy jest określony jako „Poniżej średniej (dolne 10% reklam)” oznacza to, że reklama była wśród 10% najsłabszych reklam konkurujących o tych samych odbiorców. Analogiczna sytuacja pojawia się w przypadku rankingu współczynnika konwersji.

Ranking jakości reklam Facebook Ads

Ranking jakości znajdziesz na poziomie reklam i jest on widoczny w domyślnym ustawieniu kolumn.

Koszt/wynik

W tym miejscu można zaobserwować, jak wyglądają zmiany w zakresie kosztu za wynik. Statystykę tę łatwo porównać z tym, jak kampanie działały we wcześniejszym okresie i ocenić, czy stawka uległa dużym zmianom. Każde większa modyfikacja w tym zakresie, a zwłaszcza tendencje jakie obserwujesz, mogą być punktem wyjścia do wprowadzenia zmian.

Google Analytics

W ramach Google Analytics warto, poza liczbą realizacji celu, obserwować również inne wskaźniki świadczące o zmianach w konsumpcji treści na Twojej stronie.

Liczba stron/sesję

Spadek liczby stron przeglądanych w trakcie sesji może być dowodem na zmniejszone zainteresowanie treściami, jakie znajdują się na stronie lub trudnością ze znalezieniem informacji kluczowych z punktu widzenia potencjalnego klienta. Zaobserwuj, jak wyglądała fluktuacja tego wskaźnika na przestrzeni „standardowych” miesięcy. Biorąc pod uwagę zmiany, jakie były dokonywane na Twojej stronie, sprawdź, czy współczynnik stron na sesję uległ znaczącym zmianom. Jeśli widzisz znaczący spadek przy zbliżonym wolumenie ruchu, postaraj się spojrzeć na swoją stronę oczami użytkowników. Przydatne w tym może być narzędzie HotJar.

Współczynnik odrzuceń

Jest to jedna ze statystyk, którą warto obserwować na co dzień. Nie tylko w przypadku sytuacji kryzysowej z jaką obecnie się borykamy. Współczynnik odrzuceń pokazuje, jak duży procent użytkowników odwiedziło tylko jedną podstronę naszej witryny przed jej opuszczeniem. Znaczące zmiany współczynnika odrzuceń mogą zwiastować kilka istotnych kwestii:

  • Wzrost czasu wczytywania strony. Przyjmuje się, że każdy wynik poniżej 3 sekund jest co najmniej przyzwoity.
  • Trafność treści znajdujących się na stronie. Jeśli na przykład prowadzisz stronę restauracji, która w okresie pandemii realizuje sprzedaż na dowóz, a na stronie nie ma żadnej informacji na ten temat – współczynnik odrzuceń może być wyższy niż zwykle.
  • UX serwisu – po wprowadzeniu zmian mogły pojawić się nieścisłości w wyświetlaniu strony lub jest ona trudniej dostępna na określonej kategorii urządzeń, przez co użytkownicy łatwiej rezygnują z jej przeglądania.
  • Błąd analityki – spadek współczynnika odrzuceń do poziomu zbliżonego do zera może być efektem np. zdublowanego kodu Google Analytics. Może się to zdarzyć przy wprowadzaniu poważniejszych zmian na stronie docelowej.

Aktualizacja treści oraz wprowadzanie zmian na stronie, kierujących użytkownika we właściwe miejsca Twojej witryny, potrafią obniżyć współczynnik odrzuceń.

Przykład zbyt niskiego współczynnika odrzuceń ze względu na zdublowany kod Google Analytics

Praca nad optymalizacją kampanii wymaga obserwacji wielu obszarów, a na pewno tych prezentujących wskaźniki reklamowe. W czasie trwania pandemii oraz ogólnonarodowego lockdownu warto znacznie większą wagę przywiązywać do różnych statystyk, które w prosty sposób można zebrać i analizować poprzez Google Data Studio.

Wizualizacja liczby użytkowników w Google Data Studio porównana do liczby użytkowników w poprzednim miesiącu

Skupienie swojej uwagi na analizie poszczególnych wskaźników pozwoli nie tylko na optymalizację wydatkowania budżetu reklamowego, ale powinna wpłynąć też na efektywność prowadzonych kampanii.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective Team

Lejek sprzedażowy w Facebook Analytics

Marketing internetowy w dużej mierze jest oparty na liczbach. Jednocześnie daje nam ogromne możliwości mierzenia efektywności działań oraz poznania grup odbiorców. Natłok liczb i współczynników potrafi jednak przysporzyć sporego bólu głowy niejednemu specjaliście. Jak przy działaniach reklamowych dla branży e-commerce nie dać się przytłoczyć ogromowi danych? Budując lejek sprzedażowy w Facebook Analytics!

Czym jest Facebook Analytics?

Facebook nie mógł pozostać bierny i chcąc stawić czoła hegemonii Google musiał w końcu opracować własne narzędzie analityczne, skierowane do właścicieli i reklamodawców posiadających swoje strony na Facebooku. Pierwszym z narzędzi analitycznych, jakie Facebook oddał do dyspozycji swoim użytkownikom, było Audience Insights. Narzędzie skupia się jednak tylko na ekosystemie Facebooka, pozwalając na lepsze poznanie swojej grupy docelowej. Natomiast Facebook Analytics wychodzi poza ten schemat, umożliwiając mierzenie całego ruchu na stronie z umieszczonym pixelem. Analogicznie jak Google Analytics, narzędzie Facebooka jest analitycznym kombajnem do mierzenia setek różnych danych. Pomagają one w codziennej pracy w digital marketingu.

Co jest niezbędne do prawidłowego działania Facebook Analytics?

Podstawowym kryterium dostępu jest oczywiście posiadanie własnej strony, Menedżera Firmy i utworzonego pixela. Podobnie jak w przypadku Google Analytics, również w narzędziu proponowanym przez Facebooka, musisz umożliwić mu dostęp do danych ze strony. W tym celu musi się na niej znaleźć zarówno poprawnie zaimplementowany pixel Facebooka, jak i eventy, które chcesz mierzyć za pośrednictwem Facebook Analytics. Do ich stworzenia warto wykorzystać narzędzie konfiguracji zdarzeń Facebooka.

Jeśli na Twojej stronie poprawnie zaimplementowałeś pixel oraz posiadasz dobrze skonfigurowane zdarzenia, możesz przejść do zbudowania lejka sprzedażowego. Narzędzie znajdziesz w swoim Menedżerze Firmy lub na koncie reklamowym, wybierając w głównym menu Menedżera opcję „Statystyki”.

Lejek sprzedażowy – z czym to się je?

Doświadczeni digital marketerzy doskonale wiedzą, że sprzedaż bardzo rzadko następuje po jednym kontakcie z marką. Należy pamiętać o tym, by poprawnie ułożyć lejek sprzedażowy w działaniach digitalowych. Następnie dobrze analizować działania reklamowe w dłuższej perspektywie przy wykorzystaniu lejka, jaki możesz skonstruować w Facebook Analytics.

Lejek sprzedażowy w Facebook Analytics

Znajdziesz je w menu: Aktywność -> Lejki.

Umiejscowienie lejka sprzedażowego w menu Facebook Analytics

Narzędzie Facebooka często automatycznie wykrywa istniejące lejki, w przypadku klienta e-commerce może to być przykładowo:

Page view -> Content view -> Add to cart -> Purchases.

Taki lejek równie dobrze możesz zbudować sam, wykorzystując zdarzenia, jakie mierzysz za pośrednictwem pixela.

Na potrzeby tego artykułu pochylę się jednak nad dość standardowym lejkiem, z jakim możesz zetknąć się w e-commerce. Modelowa ścieżka klienta to:

Wejście na stronę -> Przejście do zakładki produktowej -> Dodanie produktu do koszyka -> Dokonanie transakcji.

Lejek w Facebook Analytics pozwoli Tobie m.in. na:

  • Sprawdzenie przepływów procentowych użytkowników pomiędzy etapami.
  • Poznanie czasu, jaki mija od ukończenia poprzedniego etapu, z podziałem na segmenty użytkowników.
  • Zawężenie ścieżki klienta w obrębie jednej, określonej domeny lub klientów pochodzących z kampanii z unikatowym parametrem UTM.
  • Ocenę efektywności poszczególnych kampanii.
  • Poznanie współczynnika konwersji lejka.

Przepływ użytkowników pomiędzy kolejnymi etapami zdarzeń

Lejek w Facebook Analytics w dość obrazowy sposób pokazuje przepływy klientów pomiędzy poszczególnymi etapami zdarzeń. Możesz np. zaobserwować, że 16% użytkowników odwiedzających stronę przechodzi później do strony produktowej. Z kolei 14% z osób przechodzących na stronę produktu dodaje go później do koszyka. Spoglądając na event purchases możesz również sprawdzić, jaki czas mija od dodania do koszyka do dokonania transakcji:

Przedziały czasowe upływające od dodania do koszyka do zakupu

Poszczególne etapy lejka możesz również w odpowiedni sposób zawężać o parametry, dane demograficzne, informacje o urządzeniu, właściwości użytkownika oraz parametry internetowe. Cenną rzeczą, jaką możesz sprawdzić przy wykorzystaniu Facebook Analytics jest współczynnik konwersji określonej grupy wiekowej lub źródeł kampanii.

Podsumowując, Facebook Analytics jest narzędziem analitycznym o rozbudowanej liczbie opcji, które z pewnością przyda się w codziennej pracy digital marketerów. Warto poznać je lepiej i wykorzystać oferowane przez nie możliwości – a jest ich naprawdę sporo.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective Team

 

 

 

Jak ustawić reguły na koncie Google Ads?

Zwykło się mówić, że reguły są po to, żeby je łamać. W przypadku kampanii Google Ads, łamanie reguł lub ich brak może narazić nas na dodatkową pracę albo prowadzenie nieefektywnych kampanii.

Wykorzystując automatyczne reguły, możemy skupić się na innych kwestiach, a pilnowanie budżetów, stawek i średniej pozycji naszych reklam powierzyć automatom. Nadszedł czas, żeby ustalić swoje reguły na kontach Google Ads!

Czym są reguły automatyczne Google Ads?

Reguły automatyczne są jedną z funkcjonalności Google Ads, która ułatwia zarządzaniem kontami w systemie reklamowym. Wykorzystując reguły automatyczne system sprawdza Twoje kampanie, grupy reklam lub reklamy na podstawie ustanowionych przez Ciebie warunków i wykonuje zaprogramowane wcześniej działania. Przykładowo: reguła automatyczna X może wysłać powiadomienie e-mail, gdy liczba konwersji w danym tygodniu była niższa niż w minionym.

Jak ustawić reguły automatyczne?

Z poziomu konta Google Ads lub Konta Menedżera Google Ads, wybierz „Narzędzia i ustawienia”, a potem „Reguły” w sekcji  DZIAŁANIA ZBIORCZE:

Ustawianie reguł w sekcji Działania Zbiorcze na koncie Google Ads

Wybierz jeden z rodzajów reguł automatycznych, np. „Reguły kampanii”:

Wybór reguł automatycznych

W polu „Rodzaj reguły” można wybrać, jaka akcja zostanie wykonana po spełnieniu warunków. Możemy włączyć kampanie, wstrzymać je, wysłać powiadomienie e-mail lub zmienić budżety:

Tworzenie nowej reguły dla konkretnej kampanii

Przykładowe działania związane z ustawieniem reguły

Ustawmy regułę wysyłającą powiadomienie e-mail, jeśli liczba konwersji zmierzonych poprzedniego dnia była mniejsza niż 1:

  • W koncie Menedżera Google Ads musimy wybrać konto jakiego dotyczy dana reguła. Warto pamiętać, że jedna reguła może obsługiwać kilka różnych kont reklamowych.
  • Regułę zastosujmy we wszystkich włączonych kampaniach.
  • Jako warunek ustawmy „Konwersje” i <1,00.
  • Określmy częstotliwość wykonywania działania – może to być jednorazowa reguła, ale równie dobrze mogą to być reguły uruchamiane codziennie, raz w tygodniu lub raz w miesiącu. Dla naszej przykładowej reguły ustawiamy częstotliwość wykonywania działania na „Codziennie”, o godz. 10:00 (akurat chwilę po przerwie kawowej), a jako dane z jakich ma korzystać – zaznaczamy opcję „Poprzedni dzień”.
  • Nazywamy regułę, a ona automatycznie staje się aktywna.

Jakie reguły warto zastosować na swoich kontach Google Ads?

  • Wyłączającą kampanie z nieefektywnym wskaźnikiem CTR.
  • Powiadomienie e-mail o odrzuconych reklamach.
  • Powiadomienie e-mail o niższym współczynniku wyświetleń u góry strony niż pożądany.

O czym warto pamiętać?

  • Pamiętaj, by przed uruchomieniem reguł sprawdzić ich prawidłowość za pomocą podglądu. Dzięki temu możesz szybko wyłapać nieuwzględnione wcześniej problemy. Przykładowo, możesz regułę przetestować przy jednorazowym działaniu i później uruchomić ją w docelowym.
  • W menu „Historia reguł” można sprawdzić, czy reguły są uruchamiane prawidłowo.

Dlaczego warto używać reguł automatycznych?

Zautomatyzowanie części działań – zwłaszcza przy dużej ilości obsługiwanych kont i konieczności analizowania wielu danych, bywa zbawienne. Poświęcenie paru godzin na ustawienie prawidłowych reguł znacząco przyspieszy pracę i uczyni ją bardziej efektywną.

#samnektar by Norbert Korus/Beeffective Team

 

 

Poznaj Menedżera Google Ads

Przełączanie się między kontami Google Ads potrafi być dość uciążliwe, zwłaszcza wtedy, kiedy ich liczba się zwiększa. Na szczęście Google przybywa z pomocą wszystkim specjalistom od reklamy i pozwala na utworzenie konta Menedżera Google Ads. O tym, czym ono jest, możesz przeczytać poniżej.

Czym jest konto Menedżera Google Ads

Nie tak dawno Moje Centrum Klienta zostało przez Google zastąpione Kontem Menedżera Google Ads. Poza zmianą nazwy nie ma poważniejszych modyfikacji w funkcjonowaniu. Analogicznie, jak w Moim Centrum Klienta, możemy pod jednym, nadrzędnym kontem menedżera zgromadzić obsługiwane przez nas konta Google Ads.

Największą zaletą zebrania obsługiwanych kont „pod jednym dachem” jest wspomniana wcześniej łatwość w przełączaniu się pomiędzy klientami. Nie musimy osobno logować się do każdego z kont, a jedynie wybrać je z rozwijanej listy lub z listy połączonych kont.

Dodatkowo Konto Menedżera Google Ads pozwala na kontrolowanie w jednym miejscu wydatków, nadawanie w prosty sposób dostępów do obsługiwanych kont, a nawet generowanie jednej faktury zamiast wielu.

Jak utworzyć konto Menedżera Google Ads?

  • Odwiedź ten adres: http://bit.ly/MenedzerGoogleAds
  • Wpisz adres mailowy, powiązany z Google, którego chcesz używać dla tego konta. Pamiętaj, że tego samego adresu możesz użyć dla maksymalnie dwudziestu kont Google Ads:
  • Wybierz opcję zarządzania: swoim kontem lub kontami innych użytkowników:
  • Wybierz odpowiedni kraj, walutę rozliczeniową i właściwą dla konta strefę czasową. Ważne, by wybrać walutę w jakiej dokonujemy rozliczeń na Koncie Menedżera:

Jak dodać konta do Menedżera Google Ads

Po zweryfikowaniu Twojego konta Menedżera, zaloguj się i dodaj swoje pierwsze konto Google Ads. Aby to zrobić wykonaj następujące kroki:

  • Wybierz z menu po lewej stronie „Konta” , a następnie odpowiednią opcję w zależności od potrzeb:
  • Wybierając opcję „Połącz istniejące konto”, możesz powiązać aktualne konto Google Ads z Twoim kontem Menedżera, wpisując 10 cyfrowy identyfikator konta. Pamiętaj, by Twoja prośba została zatwierdzona przez obecnego administratora konta Google Ads.
  • Wybierając opcję tworzenia nowego konta Google Ads, zostanie ono przyporządkowane do Twojego konta Menedżera, umożliwiając jednocześnie dodawanie użytkowników i nadawanie im odpowiednich dostępów.
  • Po utworzeniu nowego konta lub powiązaniu istniejącego, możesz utworzyć swoją pierwszą kampanię z poziomu Menedżera Google Ads, np. może być to interesująca reklama elastyczna.

Zalety Menedżera Google Ads

Jedną z największych zalet Menedżera Google Ads jest możliwość umieszczenia wielu kont w jednym miejscu. Dzięki temu, logując się do jednego panelu, można mieć oko na bieżące wydatki poszczególnych kont Google Ads oraz porównywać efektywność umieszczonych w nich reklam.

W Menedżerze Google Ads możesz dodatkowo ustawić reguły dla wszystkich kont, np. automatyczną wysyłkę powiadomień mailowych po odrzuceniu reklam na jednym z zarządzanych kont. Ciekawą opcją jest również możliwość zapoznania się ze wszystkimi rekomendacjami dotyczącymi Twoich reklam w jednym miejscu. Menedżer Google Ads pozwala również na obserwowaniu wydatków budżetowych oraz anomalii pojawiających się w liczbie kliknięć, automatycznie raportowanych przez Google.

Możesz też w Menedżerze Google Ads utworzyć źródło danych dla Google Data Studio.

#samnektar by @Norbert Korus/ Beeffective