Czy poprawnie wybierasz cel reklamowy?

Grafika do artykułu_Czy poprawnie wybierasz cel reklamowy?

Każda osoba tworząca kampanię reklamową przy użyciu dedykowanego panelu, takiego jak FB Ads, LinkedIn Ads lub Google Ads, stanęła na samym początku przed dylematem: czy poprawnie wybieram cel reklamowy? Jest on istotny, gdyż wskazuje efekt, jaki ma przynieść dana kampania.

Krok pierwszy wydaje się banalny i nie ma tutaj raczej dużej szansy na popełnienie błędu. Sprawa zdaje się być oczywista.

Do zwiększenia sprzedaży posłuży nam cel reklamowy – konwersje.

Chcę ruch na stronie? Wybieram kliknięcia linku.

Planuję dotrzeć ze swoim wideo do jak największej liczby osób? Wybieram wyświetlenia wideo.

Potrzebuję więcej leadów sprzedażowych? Wybieram cel reklamowy, jakim jest pozyskanie kontaktu.

Chcę więcej wiadomości na messenger? Prosta sprawa – cel wiadomości!

Wszystko sobie wyjaśniliśmy, nie ma o czym rozmawiać — można się rozejść!

No właśnie nie można! 

Pamiętaj, by dobrze zacząć

Etap wyboru celu reklamowego wydaje się banalny i oczywisty, przez co często marginalizowany, a to ogromny błąd.

Nie do końca przemyślany wybór celu reklamowego może przynieść pożądany przez Ciebie efekt, ale niekoniecznie zwrot z inwestycji.

Co należy zrobić, aby w pełni świadomie wybrać odpowiedni cel reklamowy?

Musisz spojrzeć na biznes z szerszej perspektywy, a samą reklamę traktować jako element całego systemu, który działa dobrze tylko wtedy, jeśli jest prawidłowo użyty. Co mam na myśli?

Messenger nie dla każdego

Załóżmy, że chcesz stworzyć kampanię reklamową dla agenta ubezpieczeniowego, która będzie promować pakiet OC + AC dla kierowców.

Wspomniany agent chce nawiązać kontakt ze swoimi klientami, więc tworzysz dla niego kampanię na Facebooku z celem wiadomości, której zadaniem jestem skłonienie potencjalnych klientów do wysyłania wiadomości przez Messenger.
Ustawiasz budżet 15 PLN dziennie, dodajesz super grafikę, piszesz świetne copy i uruchamiasz reklamy.  Mija jeden dzień i… SUKCES! Napisały 3 osoby, co przekłada się na koszt 5 PLN za jednego, potencjalnego klienta.
Sprawdzasz wyniki ponownie, tym razem po 4 dniach.
Wydaliście na reklamę 60 PLN, a w sprawie OC + AC do agenta ubezpieczeniowego napisało aż 18 osób! Daje nam to świetny wynik! Jedyne 3,33 zł za jednego potencjalnego klienta!

Piszesz więc z uśmiechem do swojego zleceniodawcy, aby wspólnie świętować sukces!  Niestety… Dostajesz niezbyt pocieszającą informację…

Z 18 osób – 5 przestało odpisywać. 6 zapytało o cenę, a gdy ją poznało – kontakt się urwał. Jedna osoba przyznała się, że kliknęła CTA z ciekawości – po prostu chciała sprawdzić, co się stanie, bo nigdy nie widziała takiej reklamy. Cztery uprzejmie powiedziały, że się zastanowią, a dwie podały swój numer telefonu, aby porozmawiać w sprawie oferty.

Gotujesz się patrząc w menedżera reklam i zadajesz sobie pytanie: “Po co ci ludzie klikają te reklamy, skoro nie są nimi zainteresowani? Nudzi im się?” – wiem co czujesz, każdy kto zbierze dużo słabych kontaktów, zadaje sobie podobne pytania.

Bierzesz głęboki wdech i myślisz… „Co jest nie tak z tymi ludźmi!”. A może powinieneś zapytać… Co jest nie tak ze mną?

Skoro agent ubezpieczeniowy, dla którego robisz reklamy, nigdy przedtem nie zdobył klienta przez wiadomości na messengerze, a jedynie przez kontakt telefoniczny, a później spotkanie w biurze lub w większości przypadków dzięki rozmowie w biurze, to dlaczego zakładasz, że tym razem będzie inaczej?

W świecie usług

Teraz spójrzmy na wybór celu reklamowego z innej perspektywy.
Załóżmy, że promujesz biznes usługowy, a decyzja zakupowa jest mniejszej wagi, niż wspomniane wcześniej ubezpieczenie, a jej podjęcie ma mniejszy wpływ na życie potencjalnego klienta w dłuższej perspektywie czasu.

Bardzo popularną i często promowaną usługą jest manicure. Jeśli chcesz zdobyć możliwie najwięcej klientek na „pazurki”, nie zmuszaj ich do wypełnienia długiego i skomplikowanego formularza.

Może akurat w tym przypadku warto kierować ruch na messenger, gdzie zainstalujesz chatbota, który wyśle potencjalnej klientce kilka zdjęć z realizacji oraz przedstawi cennik usług?

Cel reklamowy z droższym produktem

Chcesz sprzedać kosztujący kilka, a może kilkanaście tysięcy złotych produkt, np. saunę ogrodową.
Na zakup takich produktów nie decydujemy się zbyt szybko. Prawie nigdy nie jest to zakup impulsywny.
Jeśli potencjalny klient ma wydać kilkanaście tysięcy na zakupy, najpierw wykona dokładny reaserach. Porówna wiele podobnych produktów, przeanalizuje plusy i minusy każdego z nich, przeczyta opinie o samym produkcie oraz o firmie, która go oferuje.

Nie muszę chyba tłumaczyć, że w takim przypadku wybranie celu konwersja i kierowanie ruchu na kartę produktu, gdzie klient od razu może sfinalizować transakcję, nie będzie najlepszą strategią sprzedaży.

Oczywiście, znajdą się osoby, którzy kupią produkt pod wpływem takiej reklamy, ale jest to niewielki procent potencjalnych klientów, którzy rozważają zakup od jakiegoś czasu. Wiedzą, czego chcą i ile zamierzają na to wydać. Jedyne czego potrzebowali to zapalnik w postaci reklamy z satysfakcjonującą ich ceną.

Nie możesz liczyć, że ta grupa odbiorców przyczyni się do osiągnięcia postawionego KPI.

Zastanów się nad wydłużeniem lejka sprzedażowego (np. wyświetlając wideo) i pomóż potencjalnym klientom w podjęciu decyzji zakupowej. Poświęć trochę czasu i zaangażowania, a oni odwdzięczą się transakcją!

Podczas sprzedaży droższych produktów, warto najpierw skierować ruch na stronę, która przedstawia dany produkt, opisuje jego cechy oraz wymienia korzyści wynikające z jego posiadania. Nie zachęca jednak bezpośrednio do kupna. Dobrym rozwiązaniem będzie też umieszczenie opinii zadowolonych klientów!

Przedstaw produkt w formie ciekawego wideo, na którym prezentujesz najważniejsze i najbardziej pożądane cechy produktu. Wyświetl go największej liczbie potencjalnych klientów!

Mamy zebrany ruch na stronie? Mamy grono osób, które wyświetliły wideo? To idealny moment, aby wyświetlić tym osobom reklamę remarketingową, która będzie kierowała ich na formularz umożliwiający zamówienie produktu high ticket!

Cel reklamowy z szerszej perspektywy

Jak widzisz, wybór celu reklamowego to nie jest jedynie kliknięcie odpowiedniej opcji w systemie reklamowym podczas tworzenia kampanii, a podjęcie odpowiedniej decyzji na temat tego jaką strategię wybierzemy podczas sprzedaży produktu lub usługi.

Zanim uruchomisz następną kampanię, spójrz na biznes z szerszej perspektywy, zastanów się, na którym etapie lejka sprzedażowego mogą być osoby, którym wyświetlisz reklamę i… podejmij właściwy wybór!

#samnektar by Piotr Stypiński/Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?

Wdrażamy Google Analytics 4

Wdrażamy Google Analytics 4
Wdrażamy Google Analytics 4

Dlaczego trzeba przejść na Google Analytics 4?

Przejście na Google Analytics 4 jest niezbędne do tego, żeby nie stracić danych oraz by móc wciąż analizować liczby i zdarzenia, które przy każdym wejściu użytkownika mają miejsce na Twojej stronie internetowej. Co więcej, implementacja GA4 daje możliwość przekształcania zdarzeń w cele i przesyłania ich do narzędzi reklamowych. Reasumując, należy przejść na GA4, żeby działać skutecznie i efektywnie. Od niedawna, po zalogowaniu się do Google Analytics, możemy zobaczyć komunikat, który informuje nas o tym, że 1 lipca 2023 r. Universal Analytics przestanie przetwarzać nowe dane w usługach standardowych. Odpowiedzą na to jest przejście na usługę Google Analytics 4. Nie mamy innego wyjścia, żeby nie wypaść z kursu. Musimy przepiąć nasze kody analityczne do nowej wersji Google Analytics.

W Beeffective mierzymy działania w nowej usłudze Google Analytics 4 – dla Ciebie też możemy ją uruchomić 

Co możesz stracić nie implementując Google Analytics 4?

Brak danych często prowadzi do braku wiedzy. Ze względu na powstałą lukę informacyjną może się okazać, że będziemy działać na ślepo. Brak precyzji w działaniach online, to wzrost kosztów w inwestycjach płatnych. W każdej szanującej budżety firmie taka sytuacja jest nie do zaakceptowania, w związku z tym przepięcie się na nowy system jest nieuniknione.

Brak implementacji nowego Google Analytics 4 to: 

  • Brak informacji na temat pełnego cyklu życia klienta, który podróżuje po Twojej stronie www z wykorzystaniem wielu urządzeń. Google Analytics 4 pozwoli Ci mierzyć zachowanie osób i połączy zdarzenia np. z mobile oraz desktop. To, co kiedyś było trudne do zmierzenia, teraz ma być w prosty sposób przedstawione.  
  • Problemy pozyskiwania danych łączących informacje z wykorzystaniem aplikacji. Wcześniejszy Google Universal powstał w czasach, kiedy aplikacje mobile nie były tak popularne. Dziś wiele sklepów (może wśród nich i Twój) wykorzystuje do sprzedaży zarówno aplikację jak i stronę internetową. Część osób może zapoznać się z produktem podczas przeglądania sklepu w pracy, a następnie produkt kupić, z wykorzystaniem aplikacji np. wracając z biura. Łączenie informacji daje pełniejszy obraz lejka zakupowego.
  • Brak mierzenia działań w modelu atrybucji opartych na danych. Wcześniej Google Universal informował o danych opartych na ostatnim kliknięciu. Nowa usługa różni się od innych modeli tym, że dane z Twojego konta służą do obliczania rzeczywistego udziału w każdej interakcji, polegającej na kliknięciu.
  • Trudności z powiązaniem danych między Google Analytics 4 a Google Ads. Dzięki integracjom z innymi produktami Google, kampanie będą precyzyjniej optymalizować się pod grupę odbiorców. To może znacznie poprawić koszt za kliknięcie oraz w dalszym kroku obniżyć koszt za konwersję. 
  • Brak możliwości wykorzystania nowych grup odbiorców stworzonych przez algorytmy Google Analytics 4. 

Potrzebujesz Google Analytics 4? Wdrożymy go dla Ciebie

Jakie są różnice między Google Analytics Universal a Google Analytics 4?

Google Analytics 4 docelowo ma być narzędziem analitycznym wolnym od ciasteczek. Aktualnie ciasteczka służą do pomiarów zachowania użytkowników na naszej stronie internetowej. Metoda ta jest obarczona wieloma problemami, co często skutkuje błędami w pomiarach i analizie danych. Zdarza się, że dwa narzędzia analityczne, służące do pomiaru tych samych danych, raportują inne wyniki. GA4 promowany jest jako narzędzie zaprojektowane do pracy z plikami cookie lub bez nich. Nowa wersja GA4 ma wykorzystać uczenie maszynowe oraz modelowanie statystyczne, co pomoże zapełnić luki w danych. Wynika to z tego, że wprowadzając coraz to nowsze i bardziej rygorystyczne polityki prywatności narzucane przez polityków, świat online staje się coraz mniej zależny od plików cookie.

Odejście od ciasteczek

Jednym z pierwszych mocnych sygnałów odejścia od „ciasteczek” było wprowadzenie polityki ochrony prywatności przez Apple na urządzeniach z systemem iOS14. Google, który swoje przychody w znacznej mierze opiera na reklamach, a skuteczne i precyzyjne reklamy oparte były (wciąż jeszcze są) na ciasteczkach, musiał dostosować się do nowej rzeczywistości. Podejście to najlepiej oddaje informacja, którą znajdziemy w oficjalnych komunikatach firmy Google: 

Ponieważ środowisko technologiczne wciąż ewoluuje, nowy Analytics został zaprojektowany tak, aby dostosować się do przyszłości z plikami cookie lub identyfikatorami albo bez nich. Wykorzystuje elastyczne podejście do pomiaru, a w przyszłości będzie obejmować modelowanie w celu uzupełnienia luk w danych, które mogą być niekompletne. Oznacza to, że możesz polegać na Google Analytics, który pomoże Ci mierzyć wyniki marketingowe i zaspokajać potrzeby klientów już teraz, w trakcie wychodzenia z kryzysu i w obliczu niepewności w przyszłości.

To jest główna i znacząca różnica między starym a nowym Google Analytics. Odejście od plików cookie. Zwłaszcza jeśli zagłębimy się w temat korzystania i śledzenia z wykorzystaniem ciasteczek w wielu domenach (tzw. ciasteczka stron trzecich). Aspekt, który był jednym z najbardziej irytujących tematów i stanowił problem dla większości użytkowników, zwłaszcza w remarketingu, ma być określony, zamknięty w ramach. Google Analytics 4 opierać się będzie na plikach cookie pierwszej strony. Takie wymagania mają nowe przepisy prywatności określone przez dyrektywy UE.

Rekomendacje – działania „na już” związane z Google Analytics

  • Uruchom jak najszybciej nową usługę, by zbierać jak najwięcej danych. Jeśli nie wiesz, jak to zrobić, skontaktuj się z nami!
  • Do momentu deadline miej uruchomione obie usługi na swojej stronie internetowej. Niech pracuje zarówno Google Analytics Universal jak i nowa odsłona Google Analytics 4.
  • Ustaw najważniejsze zdarzenia, które są niezbędne do mierzenia działań na Twojej stronie internetowej.
  • Kluczowe zdarzenia przekształć w cele.
  • Połącz nową usługę z Google Ads.
  • Dzięki zdefiniowanym celom możesz teraz łatwo importować je do Google Ads, by móc optymalizować reklamy pod konwersje. 

Ustawianie zdarzeń oraz dalsze przekształcanie je w cele bywa skomplikowane. Można je zaimplementować w samym narzędziu Google Analytics 4, można wykorzystać do tego Google Tag Manager. Konfigurując analitykę korzystamy z obu rozwiązań.

Jeśli nie masz pewności, czy poradzisz sobie z przejściem na nową analitykę – pomożemy Tobie.

W życiu marketera ciągłe zmiany to normalna sprawa. Do każdych trzeba podejść spokojnie, tak jak robimy to podczas codziennej pracy. Wdrożenie nowej usługi Google Analytics 4 może być skomplikowane. Dla naszych klientów uruchomiliśmy nową usługę, którą w pełni konfigurowaliśmy w dopasowaniu do branży i potrzeb. Dzięki temu spokojnie możemy spoglądać w jutro. Dla Twojej firmy możemy zaimplementować nowy, przyszłościowy sposób mierzenia danych.

#samnektar by Paweł Ciosk/Beeffective

Reklamy, które zwiększają liczbę klientów – Pozyskuj leady na Facebooku!

Pozyskiwanie leadów, czyli danych kontaktowych osób zainteresowanych naszym produktem/usługą to prawdopodobnie drugi, po bezpośredniej sprzedaży, najistotniejszy efekt, który możemy osiągnąć poprzez działania reklamowe w Internecie. Zasadniczo strategie i metody ich generowania składają się na całą osobną gałąź marketingu znaną jako Lead Generation. Jednym z narzędzi, które mogą ułatwić nam ich zdobywanie są Facebookowe reklamy typu Lead Ads. Lead Adsy składają się z części graficzno-tekstowej, która ma zachęcić do kliknięcia oraz formularza, który umożliwia pozostawienie swoich danych. Ich celem jest maksymalne uproszczenie procesu dla potencjalnego klienta, dlatego wszelkie możliwe dane, takie jak np. imię i nazwisko czy adres e-mail są automatycznie uzupełniane na podstawie danych z Facebooka.

Continue reading

Mapa podróży klienta jako podstawa strategii marketingowej

Mapa podróży klienta

Chciałabym Wam przedstawić metodę, która stanowi w Beeffective podstawę przygotowania strategii marketingowej. Cenię ją za uniwersalność i za to, że w centrum stawia klienta. Metoda, niczym Google Analytics, sprawdza się i u dużych marek i małych firm. Pozwala nam lepiej zrozumieć naszego odbiorcę i czynniki, które wpływają na percepcję naszej marki przez sumę jego doświadczeń. Mapa podróży klienta, bo o niej tutaj mowa, nazywana jest również: „Customer Journey Map” lub „User Experience Map”. Dzięki niej możemy również zidentyfikować najpilniejsze obszary, które wpływają na proces sprzedażowy i obniżają nam konwersję.

Kim jest Twój klient?

Przygotowując się do tego procesu, niezbędne jest określenie hipotetycznej persony, przedstawiciela naszej grupy docelowej. To jej oczami powinniśmy oceniać działania naszej firmy. Czym się posiłkować, żeby taką określić? Sprawdź co podpowiada Google Analytics na temat demografii internautów odwiedzających Twoją stronę. Przejrzyj statystyki fanów na Facebooku lub followersów na Instagramie. Działasz w branży B2B? Zobacz statystyki LinkedIn, a najlepiej zajrzyj do danych z Insight Tag’a który powie Ci jeszcze więcej. Kiedy masz już rys behawioralny i demograficzny Twojego klienta, przystępujemy do mapowania.

Persona_mapa podróży klienta
Przykładowa PERSONA

Mapa podróży klienta

Mapa podróży klienta, to schemat, który pokazuje wszystkie punkty styku klienta z naszą marką. Ponieważ nasza komunikacja to nie tylko przedstawienie produktu czy usługi, warto określić też punkty styku podczas procesu zakupu i to co dzieje się po. Czyli mapujemy każdy moment, kiedy nasz potencjalny klient słyszy, widzi, albo eksploruje naszą markę. Może to być wejście na stronę www, czy oglądanie naszego produktu u dystrybutora na półce sklepowej.

Ścieżka

Jak powinno to fizycznie wyglądać? Technika jest dowolna (może to być oś czasu na kartce papieru, tabela albo karteczki samoprzylepne na ścianie). Ważne, żeby schemat był kompletny i najbardziej prawdopodobny. Jeżeli pierwszy kontakt następuje na targach (co jest częste w przypadku działań B2B), to ten punkt rozpoczyna podroż klienta. Jeżeli wydaje Ci się, że ostatni punkt następuje w momencie maila potwierdzającego zakup, to zastanów się czy Twoi klienci nie są w gronie Twoich followersów na Instagramie albo czy nie czas ruszyć z komunikacją newsletterową.

Doświadczenie i emocje

Zmapowanie wszystkich punktów styku, to pierwszy krok. Teraz pora przeanalizować, jakie doświadczenia w nich te momenty generują. Wszyscy wiemy, że dopiero sięgając emocji, budujemy naszą markę. Czy zawsze są one pozytywne?

Ważne, żeby zastanowić się:

1. Co klient na tym etapie wie o naszej marce i czego potrzebuje, żeby przejść dalej?

2. Co chciałby osiągnąć?

3. Co wpływa na jego doświadczenie akurat w tym momencie?

4. Co może poprawić jego doznania w kontakcie z marką?

Sentyment

W każdym punkcie styku, określamy sentyment persony względem naszej marki. Zasadniczo chcemy się dowiedzieć, czy będzie on pozytywny, neutralny czy negatywny. Oczywiście możemy sobie dołożyć do tego gradację i odpowiednio oznaczać stopień zadowolenia.

Kto powinien określać tzw. sentyment punktów styku? Wybierz do wspólnej pracy osobę neutralną, która nie współuczestniczyła w budowanie komunikacji marketingowej ani nie jest właścicielem biznesu. Zależy nam na opinii możliwie niezależnego „audytora”.

Uważasz, że masz super stronę www? Poproś kolegę o opinię! Czy szybko znalazł to, czego Twój klient może na niej szukać. Starasz się, żeby oferta, którą dostanie klient była najbardziej wyczerpująca? Jeżeli klient otrzymał ją po dwóch tygodniach, to pamiętaj, że sam fakt czekania powoduje negatywne emocje.

Sentyment_mapa podroży klienta
Oznaczanie sentymentu na mapie podróży klienta

Zgodnie z koncepcją koła zamachowego na efekt działań marketingowych wpływa również proces zakupowy i obsługa. Pamiętaj, żeby te elementy również umieścić na swojej mapie. Zadowolony klient staje się Twoim ambasadorem, który może zapewnić Ci stałe zainteresowanie Twoją usługą. Kto z nas nie zatrudniał ekipy do remontu z polecenia, czy szedł do restauracji z rekomendacji koleżanki? Te branże najlepiej wiedzą, że satysfakcja klienta może zastąpić tradycyjne działania reklamowe.

Online vs. offline

Mapa podróży klienta jako narzędzia, doskonale pokazuje, że działania digitalowe to tylko element komunikacji. Nawet w e-commerc’ach, moment odbioru paczki, rozpakowywanie kartonu – to wszystko buduje nasze doświadczenia. A jeżeli dochodzi do reklamacji i następuje kontakt z BOK, to tym bardziej możemy wpłynąć na to, czy klient skończy z pozytywnym odbiorem naszej marki, czy już nigdy nie wróci.

Oceniasz wszystkie punkty styku pozytywnie? Czy to koniec? Działamy w tak konkurencyjnym środowisku, że to, co było „ok” w zeszłym roku, dzisiaj już może być niewystarczające do budowania pozytywnych doświadczeń. Wróć do schematu za kwartał i sprawdź, jak bardzo konkurencja podniosła poprzeczkę. Wszystkie punkty, które znajdują się poniżej poziomej osi na Twojej mapie klienta, to te, które powinny Ciebie alarmować. Ustal do nich harmonogram działania, który podniesie zadowolenia Twoich klientów. To one prawdopodobnie obniżają konwersję ze sprzedaży.

#samnektar by Anna Skóra/Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?

Koniec targetowania! Czy aby na pewno?

Każdy, kto przynajmniej raz w życiu użył Facebookowego managera reklam, spotkał się z funkcją szczegółowe opcje targetowania, która dostępna jest na poziomie ustawień zestawu reklam. Wspomniana funkcja odpowiada za to, komu wyświetli się nasza reklama, a kogo będzie ona „unikać”.

Lista możliwych do wyboru opcji targetowania liczyła dziesiątki, jeśli nie setki pozycji, które wybieraliśmy z trzech bazowych segmentów:

  1. Dane demograficzne.
  2. Zainteresowania
  3. Zachowania

Co to właściwie oznacza? Tworząc reklamę, mogliśmy idealnie wycelować nią (przynajmniej w teorii) w nasz wcześniej ustalony customer avatar. Jeśli reklamowana przez nas oferta była dedykowana kobietom w wieku 24-35 lat, które pracują w branży gastronomicznej oraz są administratorami stron na Facebooku o tej tematyce, nic nie stało na przeszkodzie, aby do takich odbiorczyń trafić.

Czy to już koniec targetowania, jakie znamy?

Wiele znaków na niebie, ziemi oraz w interfejsie Facebooka wskazuje na to, że… TARGETOWANIE ZNIKNIE!
Wiem, wiem! Moja teza jest śmiała, ale… nie bezpodstawna!

Pewnego dnia loguję się do managera reklam, a moim oczom ukazuje się taki oto komunikat:

Facebook usunął wiele ze szczegółowych opcji targetowania i sugeruje zastąpić je bardziej ogólnymi.

Nie znajdziemy już zainteresowań zatytułowanych „fotel” oraz „kanapa” – musimy użyć bardziej ogólnego zainteresowania czyli „meble”.
Podobna sytuacja ma miejsce z zainteresowaniami takimi jak „Bitcoin” lub „kryptowaluty”. Teraz użyjemy zainteresowania „finanse”.

Podobnych przykładów jest wiele, a ich lista stale rośnie.

To jeszcze nie wszystko!

Dokonując ustawień grupy odbiorców, a dokładnie konfigurując wcześniej wspomniane szczegółowe opcje targetowania, mamy możliwość zaznaczenia opcji rozszerzenie targetowania szczegółowego.

Mechanizm polega na tym, że zaznaczając wspomnianą opcję, dajemy pozwolenie Facebookowi na wyświetlenie reklamy osobom, które znajdują się poza zdefiniowaną przez nas grupą odbiorców, jeśli algorytm uzna, że te osoby dokonają pożądaną przez nas akcję, np. wypełnią formularz.

Rozszerzenie targetowania szczegółowego jest opcjonalne… chyba że celem Twojej reklamy są konwersje lub zdarzenia w aplikacji i celujesz nią do grup podobnych odbiorców (look a like audience) – wtedy nie ma możliwości wyłączenia opcji  rozszerzenie targetowania szczegółowego.

Jeśli nie używamy grup podobnych odbiorców, możemy nadal wyłączyć opcję rozszerzenie targetowania szczegółowego.

Szczególne kategorie reklam a koniec targetowania

Jest jeszcze przysłowiowa wisienka na torcie targetowania. Osoby, które tworzą reklamy związane z kredytem, pracą, nieruchomościami lub tematami społecznymi, mogły zostać wprawione w niemałe zakłopotanie, ponieważ… mniej więcej od końca 2021 roku, wspomniane kategorie zakwalifikowano jako szczególne kategorie reklam!

Co to oznacza? Możliwości targetowania we wspomnianych kategoriach ograniczono prawie całkowicie!

Dlaczego? Portal dba o brak dyskryminacji. Pokażę Ci to na moim przykładzie.

Tworzyłem reklamę dla agencji pracy. Ogłoszenie dotyczyło z pracą glazurnika za granicą. Ustawiłem targetowanie, dodałem zdjęcie, tekst – normalna procedura.

Nagle dostaję powiadomienie, że moje reklamy odrzucono! Drapiąc się po głowie, myślę co mogło pójść nie tak. Loguję się do managera reklam, a moim oczom ukazuje się poniższy komunikat:


„Praktyki dotyczące dyskryminacji”? Przecież jestem tolerancyjny do granic możliwości! Czym sobie zawiniłem? Ostatnia rzecz, jaką mógłbym zrobić, jest dyskryminowanie kogoś za pomocą reklam.

Zbadałem temat i okazało się, że tworząc reklamę ogłoszenia o pracę, nie mogę targetować za pomocą wieku oraz płci. Dostępne jest dosłownie kilka zainteresowań, która w tym przypadku całkowicie nie pasowały do okoliczności.

Szanuję wszystkich ludzi, uważam że każdy ma równe prawa, ale intuicja podpowiada mi, że kobiety w wieku 50+, mogą być mało zainteresowane pracą glazurnika za granicą – bez względu na to, jak dobrze płatna jest ta praca!

Nie widziałem sensu wyświetlania Paniom tego ogłoszenia, ale nie miałem wyboru!

Uruchomiłem wspomnianą reklamę, nie używając żadnych opcji targetowania. Wydałem Facebookowi polecenie, aby widzieli ją wszyscy i czekałem na rozwój sytuacji.

Nie taki diabeł straszny!

Po kilkunastu dniach sprawdziłem efekty wyświetlania reklam WSZYSTKIM i… spodziewałem się podobnych wyników, ale byłem pozytywnie zaskoczony.

Facebook wyjątkowo precyzyjnie zdefiniował prawidłową grupę osób, zainteresowanych wspomnianym ogłoszeniem.

Udział wyświetleń osób, które z małym prawdopodobieństwem skorzystają z oferty, jest naprawdę mały.

Od tamtej pory, wielokrotnie testowałem reklamy bez konkretnego targetowania i w większości przypadków, algorytm świetnie sobie radził z wyborem osób, którym użytkownikom reklamę wyświetlać, a dostarczane wyniki są zadowalające.

Koniec targetowania vs. drugie życie kreacji?

Powoli lecz systematycznie obserwujemy dążenie do całkowitego usunięcia możliwości targetowania reklam. Być może już niedługo, działy performance będą konkurować ze sobą kreacją reklamową, a nie ustawieniami technicznymi, które jej dotyczą.

Narzędzie reklamowe Facebooka jest naprawdę potężne, a jego twórcy mają świadomość, że odbiorcy reagują na to co widzą, czyli na reklamę, a ustawienia typu targetowanie, może jedynie zmniejszyć skuteczność reklamy. Dąży się więc do tego, aby algorytm sam decydował, kto takową zobaczy.

Wszystko sprowadza się do tego, że o skuteczności reklamy decyduje… sama reklama. Ciekawa kreacja graficzna, dobra oferta, call to action oraz to, czy te elementy połączone w całość, rezonują z naszą grupą odbiorców i są atrakcyjne dla naszego potencjalnego klienta.

Koniec targetowania, może więc wyjść nam na dobre! Czy tak będzie?
Szybciej, czy później na pewno się o tym przekonamy!

#samnektar by Piotr Stypiński/Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?

Jak NIE planować budżetów marketingowych?

Jak NIE planować budżetów marketingowych
Jak NIE planować budżetów marketingowych

Pewnego dnia przykuwa Twoją uwagę film promujący jedną z marek sklepu meblowego na YouTube. W tej chwili nie potrzebujesz nowych mebli do swojego domu, dlatego też, pomimo zachęcającego CTA, nie decydujesz się przejść na stronę www, by zobaczyć cały asortyment sklepu. Pół roku później kupujesz mieszkanie i plan jego umeblowania staje się Twoim wyzwaniem. Przypominasz sobie ciekawy przekaz i piękną komodę z reklamy, którą widziałeś 6 miesięcy wcześniej. Decydujesz się odwiedzić sklep, a finalnie dokonać zakupu.

Ścieżka zakupowa

Ta historia brzmi znajomo? Często to właśnie tak wygląda ścieżka zakupowa Klientów. Nie będę dzisiaj mówić o atrybucji i o tym, by patrzeć na całą ścieżkę Klienta przy interpretacji wyników, ale o tym, jak nie planować budżetów marketingowych i co wziąć pod uwagę, by uzyskać jak najwięcej konwersji. 

Klientom, którzy do nas przychodzą, często przyświeca jeden cel: jak najwięcej konwersji! Jest to oczywiście jak najbardziej zrozumiałe, w końcu wszyscy chcą jak najwięcej zarobić na swoim biznesie. Równie oczywiste jest to, że zwiększenie liczy konwersji to zazwyczaj główny cel stawiany przed agencją. Niemniej jednak jest kilka powodów, dla których nawet najlepiej prowadzona kampania reklamowa może nie przynieść satysfakcjonujących wyników. Co to takiego?

Niepoważne traktowanie góry lejka sprzedażowego

Kształt tradycyjnego lejka sprzedażowego jest zapewne znany wielu osobom zajmującym się performance marketingiem. Zakłada on, że aby osiągnąć sprzedaż, należy w pierwszej kolejności zbudować świadomość marki, następnie zainteresować naszego potencjalnego Klienta, a dopiero na końcu można oczekiwać od niego decyzji zakupowej.

Potrzebujesz wsparcia przy planowaniu i realizacji budżetu reklamowego?

W Beeffective, podczas spotkań warsztatowych z naszymi Klientami, bardzo dużo czasu poświęcamy na edukację i uświadomienie tego, że sprzedaż nie pojawi się od razu. Dlatego też w proponowanych przez nas media planach zawsze pojawiają się formaty i media, które mają zapełnić górę lejka. Należą do nich: promowanie materiału video na szeroki zasięg, angażowanie użytkowników pod publikacjami na naszym fanpage’u czy promocja na TikToku. Takie działania mogą sprawić, że nasz odbiorca, który nie miał potrzeby zakupowej w danym momencie, może przypomnieć sobie o naszej marce za jakiś czas.

Jak NIE planować budżetu marketingowego_lejek sprzedażowy
W trakcie planowania wydatków marketingowych powinniśmy wziąć pod uwagę działania na różnych etapach lejka sprzedażowego

Optymalizacja pod jeden cel

Błąd ten bezpośrednio wiąże się z punktem poprzednim i jest wyraźnym przykładem na to, jak nie planować budżetów marketingowych i kampanii. Bardzo często kampanie prowadzone są pod jeden cel: konwersje. Jest to związane z tym, że przed marketerami stawiane są bardzo ambitne plany sprzedażowe, a przecież żaden inny cel reklamowy nie przyniesie nam tyle sprzedaży, co właśnie ten nastawiony na konwersje. Takie podejście na pewno nie sprawdzi się w momencie, gdy świadomość marki wciąż jest niska, a liczba wypełnionych formularzy na stronie – niewystarczająca, by kampania mogła w odpowiedni sposób się zoptymalizować. Dla przypomnienia: potrzebujemy co najmniej 50 konwersji w miesiącu, aby kampania mogła wyjść z fazy tzw. uczenia się! Dla początkującego biznesu taka ilość może okazać się zbyt ambitna. Należy więc uwzględnić reklamy, które są optymalizowane pod inny cel.

Należy pamiętać, że nasi odbiorcy nie zawsze są gotowi na zakupy „tu i teraz”. Trzeba ich do tego przygotować poprzez działania inicjujące sprzedaż. Nieustające komunikaty „Kup teraz!” w końcu wywołają negatywny nastrój wśród odbiorców, przynosząc zupełnie odwrotny efekt. Na zakup należy naszego użytkownika przygotować, zwłaszcza gdy mówimy o produktach wysokobudżetowych czy usługach.

Jak NIE planować budżetów marketingowych_skupienie się na remarketingu
Działania oparte wyłącznie na remarketingu i konwersji w dłuższej perspektywie nie przyniosą zamierzonych efektów

Brak zasobów budżetowych na testy

Każdy początek kampanii najpierw wchodzi w tryb nauki. I tak samo jest z początkiem każdej współpracy z Klientem – na początku wzajemnie się poznajemy i uczymy. Każdy początek powinien wiązać się z pewnego rodzaju testowaniem – formatów reklamowych, grup docelowych, komunikatów reklamowych… Tak naprawdę nie dotyczy to tylko początków współpracy. Testy powinny być wykonywane w każdej fazie rozwoju kampanii, nawet już w tej bardzo zaawansowanej.

Nierzadko klienci ulegają przekonaniom, że jest sposób na szybkie i łatwe dotarcie do odpowiedniej grupy odbiorców oraz szybkie konwersje. Jest to jednak bardzo krótkowzroczne podejście, które być może na początku da nam szybki wzrost, ale równie szybko nastanie zastój. Należy nieustannie wprowadzać nowe rozwiązania, docierać do odbiorców na różnych poziomach lejka, testować formaty. Dopiero po eksperymentach należy podejmować strategiczne decyzje i wprowadzać rozwiązania, które się sprawdziły. I powinno dziać się to nieustannie! Dlatego też tak ważne jest, aby w swoim budżecie reklamowym mieć bufor na działania, które być może nie przyniosą konwersji, ale dadzą nam informacje, co należy wprowadzić, a czego lepiej nie robić.

Lepiej zatrzymać się na chwilę…

W momencie, gdy kampanie przestaną dowozić wyniki, pojawia się pierwsza myśl wśród Klientów, że może to czas na zmianę agencji. Czas na poszukiwanie nowych partnerów można jednak przeznaczyć na wspólne poszukiwanie nowych rozwiązań. W momencie, gdy 100% budżetu przeznaczane było na kampanię nastawioną na konwersję, być może warto 20% z tego przeznaczyć na działania inicjujące ścieżkę? Być może warto przeprowadzić test i dotrzeć do zupełnie nowej grupy odbiorców, np. do osób korzystających z TikToka czy Pinteresta? Może to już czas na produkcję materiału video, dzięki któremu dotrzemy do szerokiego grona osób oglądających YouTube? Na nasze działania marketingowe powinniśmy spojrzeć z lotu ptaka, zatrzymać się i zastanowić, co nie zadziałało i dlaczego. Dopiero wtedy możemy wprowadzić nowe rozwiązania, które być może okażą się strzałem w dziesiątkę.

Kampanie w mediach społecznościowych czy w Google’u są w stanie wygenerować wysoką sprzedaż, ale do tego potrzebna jest odpowiednia strategia, wykorzystanie formatów mix na różnych szczeblach ścieżki klienta… i cenna wiedza o tym, jak nie planować budżetów marketingowych. Materiał video z początku mojego artykułu nie znajdzie się na ścieżce klienta widocznej w Google Analytics czy w narzędziach Facebooka. A czy to oznacza, że materiał video promujący piękną komodę nie zachęcił do zakupu?

#samnektar by Anita Piasecka/Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?

Testy A/B na stronie www z wykorzystaniem Google Optimize

Testy A/B na stronie www z wykorzystaniem Google Optimize

Prowadząc firmę, prędzej czy później przychodzi na myśl pytanie – czy mogę zrobić coś lepiej?

Rozwój i doskonalenie jest naturalnym procesem biznesowym, a usprawnianie swojej strony internetowej jest w obecnych czasach jednym z ważniejszych czynników. Wszystko coraz intensywniej przenosi się do Internetu. To na stronie www klient najczęściej zapoznaje się z Twoją firmą i dokonuje pierwszej interakcji.

Które hasło reklamowe jest bardziej przekonujące? Który baner na stronie głównej będzie lepszy? Czy przycisk powinien być żółty, czy czerwony? Jako właściciel strony www na pewno masz wiele pytań i wątpliwości, odnośnie treści i jej działania.

Każdą hipotezę warto obrócić w realny test, na bazie którego wybierzesz najlepszą wersję swojej witryny. O tym, jak wykonać prosty test A/B z wykorzystaniem darmowego narzędzia Google Optimize przeczytasz w tym nektarze. Zapraszam do lektury.

Co to jest test A/B?

Test A/B to nic innego jak porównanie co najmniej dwóch wersji strony internetowej lub innego produktu. Ma on na celu wyłonienie takiego wariantu, który przełoży się na najlepszy współczynnik konwersji, czyli pożądanej interakcji, np. zakupu lub wypełnienia formularza. Jak to działa w praktyce?

Dzięki odpowiednim narzędziom kierujemy część ruchu na wersję oryginalną i drugą część na wersję testową witryny. Użytkownicy nie są świadomi testu, różne wersje strony uruchamiają się losowo. Eksperyment trwa przez określony czas, w którym system mierzy współczynnik konwersji dla obu wersji.

Po zakończeniu otrzymane wyniki pozwalają na podjęcie decyzji o zmianie layoutu strony, procesu zamówienia czy szaty graficznej na tę wersję, która osiąga lepsze rezultaty. Oczywiście może się tak zdarzyć, że test nie wyłoni jednoznacznie zwycięzcy

Czy warto testować różne warianty swojej strony?

Z informacji, jakie podaje Google, na bazie wewnętrznego badania, mediana liczby konwersji firm z sektora MŚP, które korzystały z Google Optimize wzrosła o 8%. Zważywszy, iż jest to mediana, przy odrobinie wiedzy i doświadczenia, można osiągnąć naprawdę dobre rezultaty.

Co można testować na stronie www?

Testować możemy praktycznie wszystkie elementy strony, od bannerów, po teksty, przyciski, kolory czy całkowicie odmiennie wersje witryny. Warto jednak spędzić trochę czasu i poszukać tych elementów, które naprawdę opłaca się poprawić, gdyż mogą one wpływać na niższy współczynnik konwersji. Zastanówmy się nad sposobem prezentacji oferty i komunikatami. Spróbujmy sami przejść przez proces zamówienia i zastanowić się, które elementy mogą wymagać poprawy. Pomocne mogą okazać się programy nagrywające zachowanie użytkowników i heatmapy.

Jeśli jesteśmy już po oględzinach naszej witryny i wiemy, co może powodować problemy użytkowników, pora na postawienie hipotezy i sprawdzenia jej za pomocą testu.

Jeżeli szukasz wsparcia w obszarze skutecznych kampanii w digitalu

Poznajmy Google Optimize

Po ustaleniu hipotezy potrzebujemy programu, który pomoże nam przejść przez proces testowania. My skupimy się tu na narzędziu ze stajni Google, czyli Optimize.

Jest ono darmowe i dość proste ze względu na edytor wizualny, który implementujemy, korzystając z wtyczki do przeglądarki. Dodatkowo Optimize integruje się z usługą Google Analytics, co pozwala na śledzenie eksperymentu za pomocą samego Analytics’a.

Rodzaje testów w Google Optimize

Jakie testy i zmiany na stronie możemy wprowadzić za pomocą Optimize?

Test A/B

Najpopularniejsza forma testów, porównująca dwa lub więcej wersji witryny ze zmodyfikowanym testowanym elementem, np. przyciskiem lub banerem. Czasem nazywane są testami A/B/n, gdyż wersji może być więcej niż dwie. Ich działanie polega na dynamicznym podmienianiu określonych elementów witryny. W teście bierze udział oryginalna wersja strony, a także wszystkie wersje z modyfikacjami. W tym artykule w ramach przykładu przeprowadzimy właśnie ten rodzaj testu.

Test wielowymiarowy (multivariate test MVT)

W przypadku testu wielowymiarowego mamy do czynienia z kombinacjami zmian. Wynik testu pokazuje zatem najlepszą kombinację kilku elementów.

Test przekierowania

Test przekierowań to podobny test do A/B, z tym że zmienną jest tu adres URL. Oznacza to, że podczas testu kierujemy użytkowników na dwie różne strony. Zamiast poszczególnych elementów, ten rodzaj testów wykorzystywany jest najczęściej w przypadku całkowitej przebudowy strony lub do porównania dwóch landing page’y.

Personalizacja

Ta opcja pozwala na spersonalizowanie treści strony w zależności od źródła ruchu, typu użytkownika czy urządzenia. Przykładowo użytkownicy powracający mogą zastać inną wersję strony niż użytkownicy nowi.

Szablon banera

Ta opcja nie stanowi już tak naprawdę testu. Daje możliwość dodania tymczasowego prostego komunikatu na stronę internetową.

Istotność statystyczna – metodologia testowania

Istotność statystyczna w testach A/B to rzecz na pewno istotna i zarazem skomplikowana. Zagłębienie się w temat przez osoby spoza świata statystyki powoduje rozgoryczenie i zniechęcenie. Na jakiejś podstawie jednak musimy określić, czy przeprowadzony test jest wiarygodny lub nie.

Wyobraźmy sobie test w którym 5 osób pytanych jest o to, który smak lodów jest lepszy. Bez względu na wynik, będziemy mieć poczucie, że coś tu nie gra. Czy po przetestowaniu 5 osób podjęlibyśmy decyzję o zakupie potencjalnie lepszej wedle tego testu maszyny do lodów? Test od razu wydaje się niewiarygodny, więc raczej nie.

Aby test odpowiedział na to pytanie, musi być istotny statystycznie, czyli przeprowadzony na tak licznej grupie docelowej, która wykluczy z naszego testu przypadek losowy.

Wielkość grupy na bazie obecnego i zakładanego współczynnika konwersji możemy wyliczyć w kalkulatorach testów A/B lub  zdać się na metodologię, z której korzysta Google Optimize.

Metodologia statystyczna w Google Optimize

Z informacji dostępnych w dokumentacji wynika, że Google Optimize korzysta ze statystyki bayesowskiej. Łącząc statystykę i rachunek prawdopodobieństwa, skomplikowany wzór wylicza ewentualność, że dana wersja witryny będzie lepsza w dłuższej perspektywie czasu. Im dłużej trwa test i więcej zgromadzonych danych, tym wynik ten staje się dokładniejszy. Metodologia ta pozwala w relatywnie krótkim czasie poznać lepszą wersję witryny, bez zagłębiania się w skomplikowane teorie statystyczne.

Konfiguracja Google Optimize

Przejdziemy teraz przez konfigurację narzędzia, a następnie utworzymy prosty eksperyment.

Czego potrzebujesz, aby zacząć?

Google Analytics

Test A/B tworzymy w oparciu o konwersje, które zbieramy w Google Analytics. Narzędzia są zintegrowane i swobodnie wymieniają dane między sobą.

Google Tag Manager

Za pośrednictwem menedżera tagów najprościej jest zaimplementować kod Google Optimize na stronę www.

Przeglądarka Google Chrome

Tylko za pośrednictwem przeglądarki Google Chrome mamy możliwość skorzystać z wtyczki Google Optimize i dokonywać zmian na stronie za sprawą prostego edytora wizualnego.

Utworzenie nowego kontenera

Na początek zacznijmy od stworzenia nowego kontenera. Przejdźmy na stronę: https://optimize.google.com

Przygodę zaczniemy od wciśnięcia przycisku „Wypróbuj”.

Założenie konta Google Optimize
Założenie konta Google Optimize

Następnie musimy przejść przez „biurokrację”, czyli zgody i dane, które chcemy udostępniać do Google.

Potwierdzanie zgód w Google Optimize
Potwierdzanie zgód w Google Optimize

Po utworzeniu konta zauważymy już przycisk „Utwórz doświadczenie”, ale najpierw zajmijmy się implementacją kodu i instalacją odpowiedniej wtyczki w przeglądarce, aby mieć ten proces z głowy podczas tworzenia eksperymentu.

Implementacja Google Optimize za pośrednictwem Google Tag Managera

Przejdźmy do naszego kontenera Google Tag Manager i utwórzmy nowy tag. Wśród predefiniowanych tagów znajdziemy także ten właściwy dla Google Optimize. Podczas jego konfiguracji musimy podać identyfikator kontenera. Znajdziemy go klikając ustawienia w panelu Google Optimize w prawym górnym rogu.

Ustawienia Google Optimize
Ustawienia Google Optimize

Otrzymany identyfikator wklejamy w konfiguracji tagu.

Tworzenie tagu Optimize
Tworzenie tagu Optimize

Po wpisaniu identyfikatora, wybieramy ze zmiennych naszą usługę Analytics.

Tag Optimize do prawidłowego działania wymaga tego, aby uruchamiał się zawsze przed tagiem Google Analytics. Aby tak się stało musimy przejść do tagu, który uruchamia kod Google Analytics w naszej witrynie i ustawić odpowiednie sekwencjonowanie.

Ustawienie sekwencjonowania tagów
Ustawienie sekwencjonowania tagów

Tym sposobem Google Optimize będzie uruchamiał się przed tagiem Google Analytics.

W naszym przypadku, podobnie jak Analytics, tag Optimize będzie się uruchamiał na każdej stronie, czyli regułą będzie All Pages. Po zastosowaniu zmian kod powinien działać poprawnie, ale zweryfikujemy to później.

Instalacja wtyczki Google Optimize

Abyśmy mogli korzystać w pełni z narzędzia potrzebujemy zainstalować odpowiednią wtyczkę do przeglądarki Google Chrome. Jeśli używamy na co dzień innej przeglądarki, musimy na czas tworzenia eksperymentów przenieść się do Chrome’a.

Zainstalowanie wtyczki możliwe jest po przejściu do strony: LINK

Następnie należy kliknąć  „Dodaj do Chrome”. W następnym kroku dodajemy rozszerzenie i wszystko gotowe.

Instalacja rozszerzenia Optimize do przeglądarki Chrom
Instalacja rozszerzenia Optimize do przeglądarki Chrom

Konfiguracja testu A/B krok po kroku

Mamy zainstalowane zaplecze w postaci wtyczki i kodu na stronie www, możemy więc przystąpić do tworzenia testu.

W panelu Google Optimize klikamy “Utwórz doświadczenie”. Przeprowadzony przez nas test służy wyłącznie pokazaniu mechanizmu działania narzędzia, dlatego będzie bardzo prosty. Polegać będzie na przetestowaniu innego tekstu na przycisku w topie strony firmowej beeffective.pl

Strona oryginalna zawiera tekst przycisku: POZNAJ NAS

Strona testowa zawiera tekst przycisku: WSPÓŁPRACUJ Z NAMI

Sprawdzimy, która wersja przycisku jest częściej klikana.

W pierwszym kroku podajemy nazwę, stronę internetową oraz wybieramy z listy test A/B.

Pierwsze kroki w konfiguracji testu

W następnym kroku dodajmy nową wersję naszej witryny klikając odpowiedni przycisk.

Tworzenie wersji testowej

W naszym przypadku chcemy na obie wersje witryny skierować dokładnie po połowie całego ruchu, więc wartości pozostawiamy na 50%.

Ustawienia wersji testowej

Zanim zabierzemy się za edycję wersji testowej, przejdźmy przez pozostałe kroki, gdzie musimy połączyć usługę Google Optimize z naszym widokiem Google Analytics i wybrać cel, pod który eksperyment będzie się optymalizować.

Łączenie z usługą Analytics

W naszym przypadku celem jest kliknięcie przycisku.

Wybór celu optymalizacji

Sprawdźmy też poprawność instalacji kodu na stronie klikając odpowiedni przycisk.

Weryfikacja poprawności implementacji

Jeśli kod wgrany jest poprawnie, powinniśmy otrzymać następujący komunikat:

Prawidłowa implementacja kodu w Google Optimize
Prawidłowa implementacja kodu Optimize

Mamy tu informację o braku kodu zapobiegającego migotaniu, jednakże ten kod wgrywamy tylko i wyłącznie na wypadek problemów z wyświetlaniem, np. w momencie kiedy wersja oryginalna i testowa zmieniają się naprzemiennie po otwarciu strony.

Powinniśmy jeszcze przyjrzeć się ustawieniom kierowania na adres URL. W naszym przypadku chodzi o stronę główną witryny. Warto sprawdzić, jak zadziała ustawienie domyślne.

Sprawdzanie ustawienia domyślnego

Należy pamiętać, że ruch, np. z Facebooka oraz Google Ads, dodaje do adresu URL parametry gclid i fbclid. Domyślne ustawienie wykluczyłoby ten ruch, więc zastosowaliśmy następującą regułę, aby objąć wszystkich użytkowników wchodzących na stronę główną.

Przykładowa reguła

Ścieżka to element adresu URL, który znajduje się po domenie. W odróżnieniu od zmiennej, “adres URL” nie obejmuje parametrów. Widać na powyższym przykładzie, że test zadziała również z parametrem gclid.

To, co nam pozostało, to edycja testowej wersji strony. Przejdźmy zatem do edycji, klikając przycisk „edytuj” przy wersji testowej. Dzięki wtyczce przeniesiemy się na stronę z możliwością prostej edycji elementów. W wersji testowej zmieniamy tekst CTA.

Edycja wersji testowej
Edycja wersji testowej

Aby zmiana miała „ręce i nogi”, zmienimy też stronę docelową na stronę kontaktu.

Zmiana strony docelowej

Po zatwierdzeniu i zapisaniu stworzyliśmy wersję testową. Test jest zatem gotowy do uruchomienia.

Po uruchomieniu mamy stały dostęp do statystyk i wskazań systemu odnośnie wersji, która wykazuje większe prawdopodobieństwo konwersji.

Wyniki niezakończonego eksperymentu

Oczywiście zalecamy poczekać do zakończenia eksperymentu. W początkowej fazie wykazuje on lepszy współczynnik konwersji dla wersji testowej.

Życzymy owocnego testowania!

Działaj w oparciu o dane, a nie intuicję

Pozyskanie użytkowników na stronę www bywa kosztowne. Jeśli wszystkie elementy na Twojej stronie do tej pory wykonywane były w oparciu o „wyczucie”, może warto postawić pewne hipotezy i przeprowadzić testy A/B? Pomyśl o korzyściach. Gdy dokładnie ta sama liczba użytkowników przyniesie większą wartość Twojej firmie, oznacza to realizację Twoich celów biznesowych przy niższym koszcie mediowym.

#samnektar by Robert Skrobek/Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?

Kampania na TikToku krok po kroku

TikTok jest aktualnie najprężniej rozwijającym się medium społecznościowym i każda marka powinna rozważyć start działań w tym kanale. Promują się tutaj nie tylko marki modowe czy lifestylowe, ale również te z sektora technologicznego i IT. Odbiorcy TikToka są bardzo otwarci na poznawanie nowych brandów oraz dokonywanie zakupów.

Ostatnio pisałam o tym, jakie reklamy możemy zamieszczać na TikToku, a dzisiaj pokażę Wam, jak krok po kroku korzystać z panelu i uruchomić działania promocyjne. Zobacz, o czym należy pamiętać, żeby Twoja pierwsza kampania na TikToku wystartowała z sukcesem!

Zaczynamy od celu

Wszyscy ci, którzy znają narzędzie Facebook Ads, nie powinni mieć większego problemu z oswojeniem się z panelem TikTok Ads. Są one do siebie niezwykle podobne.

Na początku musimy wybrać cel reklamowy, zgodny z etapem naszego lejka sprzedażowego. Do wyboru mamy:

  • budowanie świadomości,
  • zainteresowanie,
  • konwersję.
Cele reklamowe w panelu TikTok Ads_Kampania na TikToku
Cele reklamowe w panelu TikTok Ads

Cel – dotarcie do najszerszego grona odbiorców

Aby dotrzeć do jak najszerszego grona osób w ramach naszego targetu, powinniśmy wybrać cel Reach. Nadrzędnym KPI w tego rodzaju kampanii jest liczba wyświetleń reklamy oraz osób, do których trafiliśmy z przekazem. Reklama tego typu nie posiada przycisku Call to Action.

Cel – przejścia na stronę

W celu wygenerowania jak największej liczby przejść na stronę powinniśmy wybrać cel Traffic. W tym przypadku warto zwrócić szczególną uwagę na ilość kliknięć w CTA, zachęcający do odwiedzenia witryny oraz liczbę sesji. Warto również optymalizować koszt CPC.

Cel – pobranie aplikacji

Na TikToku możemy również trafiać do osób, które z największym prawdopodobieństwem zainstalują naszą aplikację. Wybieramy wówczas cel App Install.

Cel – wyświetlenia video

Jeżeli w swoich zasobach mamy materiał video warto wybrać cel Video Views. Naszym KPI będzie w takim przypadku liczba wyświetleń video. Należy pamiętać, że video możemy stworzyć dzięki natywnym narzędziom TikToka.

Cel – pozyskanie formularza kontaktowego

Możemy również zachęcać odbiorców do pozostawienia swoich danych kontaktowych, wyświetlając im reklamę leadową. Głównym KPI będzie tutaj liczba i koszt pozyskania formularza kontaktowego.

Cel – liczba konwersji

Na dole naszego lejka możemy ustawić reklamę, której celem jest uzyskanie jak największej liczby konwersji. Niezbędne będzie tutaj zainstalowanie pixela remarketingowego na stronie www oraz zdefiniowanie zdarzeń na stronie. Możliwe jest również skorzystanie z reklam produktowych na podstawie feeda produktowego. Jest to najnowszy cel reklamowy TikToka. Podobnie, jak w przypadku innych mediów, kampanię nastawioną na konwersję warto wykorzystywać w momencie zebrania odpowiedniego wolumenu ruchu oraz konwersji na stronie. Warto przygotować naszych odbiorców do działań prosprzedażowych. Pamiętajmy, że jeśli są to nasze początki reklamowania się na tej platformie, to mamy szansę dotarcia do zupełnie nowego grona osób, a więc ścieżkę naszego klienta powinniśmy rozpocząć od zbudowania świadomości naszej marki, a dopiero po jakimś czasie przystąpić do działań nakłaniających do zakupu.

Chcesz przeprowadzić kampanię na TikToku?

Kolejną nowością w panelu TikToka jest możliwość tworzenia testów A/B. Jak widać, platforma prężnie się rozwija i mocno stawia na rozszerzenie swoich funkcjonalności, które łudząco przypominają nam te, które znamy z innych narzędzi.

Zestawy reklam krok po kroku

Po wybraniu celu reklamowego możemy przystąpić do dalszych kroków – wybrania strony docelowej, umiejscowień czy grup odbiorców.

Kampania na TikToku może być pokierowana na stronę www lub do aplikacji. Następnie możemy zdecydować czy chcemy, aby nasza reklama wyświetlała się wyłącznie na TikToku, czy również w innych aplikacjach i sieci reklamowej TikToka.

Umiejscowienie reklam_kampania na TikToku
Umiejscowienie reklam na TikToku

Ja wolę kontrolować to, gdzie wyświetlają się komunikaty reklamowe, dlatego preferuję wybór pierwszej opcji.

Użytkownicy TikToka są niezwykle aktywni. Chętnie reagują na materiały i pozostawiają komentarze. Możemy zdecydować, czy chcemy umożliwić im komentowanie pod naszą reklamą. Należy pamiętać, że pozostawienie takiej opcji wiąże się z koniecznością moderowania publikowanych przez odbiorców treści. Z pomocą przychodzi nam tutaj opcja zarządzania komentarzami w Menedżerze Reklam TikToka.

Moderowanie komentarzy w narzędziu TikTok Ads_kampania na TikToku
Moderowanie komentarzy w narzędziu TikTok Ads

Kolejnym etapem tworzenia zestawu reklam jest wybór grupy docelowej. Możemy skorzystać z wcześniej zdefiniowanych grup niestandardowych odbiorców na podstawie aktywności odbiorców na naszej stronie lub w kontakcie z naszą reklamą lub skorzystać z ogólnych zainteresowań i zachowań behawioralnych. Targetowanie na podstawie zainteresowań naszego użytkownika nie jest aż tak rozbudowane, jak to znane z Facebooka. Mamy do wyboru dosyć ogólne kategorie, niemniej jednak pozwalają nam one na dotarcie do pewnego sektora osób.

Targetowanie w panelu TikTok Ads_kampanie na TikToku
Targetowanie w panelu TikTok Ads

Ciekawą opcją jest możliwość dotarcia do osób, które wykazują określone zachowania w aplikacji. Możemy pokierować reklamę do tych, którzy pozostawiają reakcje, udostępniają czy interesują się konkretną kategorią tematyczną profili na TikToku.

Kolejna przestrzeń do targetowania w panelu TikTok Ads_kampania na TikToku
Kolejna przestrzeń do targetowania w panelu TikTok Ads

Ostatnim etapem przed tworzeniem kreacji reklamowej, jest określenie naszego budżetu. Kampania na TikToku wymaga minimalnego budżetu w wysokości 80 zł dziennie.

Stań się kreatorem video!

Tworzenie kreacji reklamowej w natywnym narzędziu TikToka jest  najprzyjemniejszą częścią przygotowywania kampanii. Przez długie godziny można oddawać się kreowaniu video na podstawie zdjęć, czy dodawaniu efektów specjalnych do wcześniej przygotowanego filmu. Wybór muzyki to również nie lada wyzwanie. TikTok daje nam szereg możliwości i nie musimy posiadać profesjonalnego materiału, aby móc stworzyć coś naprawdę ciekawego i przyciągającego uwagę naszych odbiorców. Warto wykorzystywać efekty, które daje nam narzędzie, ponieważ może być to lepiej postrzegane przez algorytm TikToka. Musimy pamiętać, że powinniśmy dostosować się do charakteru aplikacji i preferencji użytkowników, a używanie opcji udostępnianych nam przez narzędzie na pewno nam w tym pomoże.

Kampania na TikToku w kwestii formalnej

Dla każdego przedsiębiorcy równie ważne są kwestie formalne związane z rozliczaniem i fakturowaniem danej kampanii. Należy tutaj pamiętać, że TikTok nie umożliwia nam podłączenia swojej metody płatności, jak karta czy PayPal. Przed uruchomieniem działań konieczny jest kontakt z przedstawicielami TikToka, którzy dodadzą do kont wirtualną walutę. Możemy  wybrać dowolną kwotę, dzięki której będziemy mogli zasilać nasze poszczególne konta reklamowe.

Założenie konta biznesowego na TikToku również wymaga pomocy przedstawiciela narzędzia, do którego zwracamy się z  prośbą o jego utworzenie. W ramach konta biznesowego tworzone jest konto nadrzędne (odpowiednik Menedżera Firmy na Facebooku), pod którym zakładamy konta reklamowe. W naszym przypadku posiadamy konto Beeffective oraz konta reklamowe naszych poszczególnych klientów. Struktura więc wygląda podobnie, jak na  Facebooku.

Po zakończonym miesiącu otrzymujemy fakturę na maila podanego w trakcie rejestracji konta od pracowników TikToka z zaznaczeniem, ile środków przeznaczyliśmy na kampanię dla konkretnego klienta. Dla naszego regionu rozliczenie przychodzi z Wielkiej Brytanii.

Nowe materiały video to podstawa

Dla wszystkich tych, którzy tworzyli już reklamy w innych mediach społecznościowych, rozpoczęcie swojej przygody na TikToku nie będzie problematyczne. Należy jednak pamiętać, że jest to dopiero pierwszy krok, gdyż później najważniejsza jest  optymalizacja wyników. Trzeba dobrze zrozumieć odbiorców TikToka, aby dopasować do nich swoją kreację reklamową. Z naszego doświadczenia wynika, że zmiany video są konieczne częściej niż w przypadku innych mediów.

Jeżeli wciąż zastanawiasz się, czy nie tylko kampania na TikToku, ale sama obecność na tej platformie jest dla Twojej firmy – zachęcamy również do przeczytania naszych kolejnych publikacji w tym temacie!

#samnektar by Anita Piasecka\Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?

Rewolucja Zero-party data. Zmiany w polityce prywatności

Pewnie nie raz wchodząc na stronę internetową natknąłeś się na okienko z pytaniem, czy akceptujesz pliki cookies. Aby przejść dalej, strona wymagała od Ciebie wyrażenia zgody na ich użycie. Zgadzałeś się automatycznie, bo chciałeś przeglądać dalej? Jak większość z nas!

Nadszedł czas rewolucji w dziedzinie plików cookies. Przepisy dotyczące prywatności w sieci stają się coraz bardziej zaostrzone. Reklamodawcy i marketerzy załamują ręce, bo śledzenie użytkowników jest znacznie bardziej utrudnione. Jak możesz poradzić sobie z tymi zmianami? Jak sprawić, by nie pozostać w tyle, lecz jeszcze bardziej wybiec w przód? I dodatkowo nie ingerować w prywatność Twoich odbiorców? Dowiesz się tego w tym artykule.

Ciasteczka – czym tak naprawdę są?

Z punktu widzenia właścicieli stron internetowych i reklamodawców pliki cookies są istotnym elementem funkcjonowania i realizowania strategii. Z punktu widzenia użytkownika… czymś, o czym zazwyczaj nie za wiele myślimy. Traktujemy je jako czystą formalność, zgodę, którą musimy podpisać, jeśli chcemy kontynuować przeglądanie.

Pliki cookies mogą kojarzyć Ci się ze śledzeniem. “Wiedzą” o nas bardzo dużo, zapamiętują nasze wizyty na stronie, a tym samym preferencje. Ich zadaniem jest monitorowanie naszej aktywności w sieci po to, by możliwa była personalizacja wyświetlanych nam treści lub reklam.

Brzmi świetnie! Za darmo otrzymujemy idealnie przystosowany do nas content. Jednak czy śledzenie nas jest w porządku?

Internet jest miejscem, w którym trudno o anonimowość. Wiemy to już chyba wszyscy. Coraz częściej podnoszony jest problem prywatności w sieci i tego, że firmy wiedzą o nas zbyt dużo. Jest już niemal pewne, że w Internecie anonimowość prawie nie istnieje.

Odpowiedzmy sobie na pytanie: czym tak naprawdę jest prywatność?

Prywatność w sieci to nic innego, jak ochrona naszych danych, które do niej trafiają lub które pozostawiamy po sobie na serwerach. Najpopularniejszym sposobem ochrony jest szyfrowanie. Pozwala zamaskować nasz ślad.

Dlaczego jednak mamy wciąż się ukrywać? Czy ktoś nie może przestać nas śledzić? Przecież to właśnie nie jest ok! Przeczytaj teraz o ciasteczkach, a później płynnie przejdziemy do tematu nowej rzeczywistości, która kreuje się w sieci na naszych oczach.

First-party vs. Third-party

Ciastka first party i third party zbierają takie same informacje o użytkownikach. Na ich podstawie analizowane są nasze zainteresowania, zachowania konsumenckie i potrzeby. Ułatwia to właścicielom stron personalizowanie dla nas treści. Akceptujemy pliki cookies na danej stronie, przeglądamy ją i przekazujemy informacje o sobie. Przy kolejnej wizycie otrzymujemy produkty, którymi zainteresowaliśmy się poprzednio.

Różnica między ciastkami first-party i third-party polega na relacji jaką utrzymują z daną domeną. Na przykład: gdy wchodzisz na stronę ciastko.pl to ciasteczka, które tam się znajdują należą do grupy first-party. Jednak, gdy informacje przechowywane przez te same ciasteczka będą używane na innej stronie – określimy je jako third-party.

First-party analizują Twoją aktywność jedynie na stronie, na której się znajdujesz. Third-party to pliki wykorzystywane nie tylko przez stronę, którą właśnie odwiedziliśmy, lecz także przez jej partnerów. Podam Ci przykład: oglądasz rower w jednym ze sklepów rowerowych, zamykasz stronę, otwierasz media społecznościowe, a tam… reklama roweru, który przed chwilą widziałeś.

Tego typu reklamy, wręcz podążają za nami po całej sieci. Czujesz się wtedy śledzony? Bo ja tak! Za tę sytuację odpowiadają właśnie ciastka “third-party”, których celem jest przede wszystkim reklama.

Dzięki użyciu cookies właściciele stron są w stanie analizować naszą aktywność w sieci, tworząc pewnego rodzaju profil – spis naszych zachowań i preferencji – dzięki czemu otrzymujemy bardziej spersonalizowane materiały.

Narzędzia, które pozwalają na tak dokładne i spójne analizowanie klientów i personalizowanie treści były jeszcze niedawno czymś niewyobrażalnym… dziś stały się faktem. Temat ten wywołał wiele kontrowersji, dlatego największe firmy postanowiły opowiedzieć się po którejś stronie tej bitwy.

Google zadeklarował, że do 2022 roku third-party cookies zostaną całkowicie zablokowane w przeglądarce Google Chrome, po to by chronić naszą prywatność w sieci. Czy to jedyny słuszny krok, by nie stracić swoich użytkowników? To się okaże. 

Jak odnaleźć się w nowej e-rzeczywistości?

Zapowiadane zmiany dotyczące blokady third-party cookies spowodowane są chęcią zapewnienia internautom jak największej ochrony ich prywatności w sieci. Są one jednak przede wszystkim zmorą reklamodawców i marketerów, którzy do tej pory głównie na nich opierali swoją aktywność. Chociaż można uznać, że duże korporacje nie odczują zmian zbyt mocno, to małe i średnie mogą ucierpieć na tym znacząco.

Istnieje jednak kilka innych sposobów na rozwiązanie tej sytuacji. Pewnie domyślasz się, że wartość danych, które są pozyskiwane dzięki first-party cookies znacząco wzrośnie. Jednak czy to wystarczy? Nie na długo.

By mieć szansę na walkę z konkurencją i zbudowanie świetnej komunikacji z odwiedzającymi, trzeba pomyśleć o czymś więcej. I tu wchodzą one: dane zero-party! W edrone zależy nam na ochronie użytkowników i ich prywatności w sieci. Jednocześnie chcemy, by tworzony przez nas system sprostał wymaganiom naszych klientów.

Wiemy, że skuteczna segmentacja klientów oraz spersonalizowane treści to klucz do sukcesu. A to wszystko na podstawie danych zero-party, które otrzymasz od odwiedzających dobrowolnie!

Zacznij od Zero-party

Kilka rzeczy chcę Ci w tym miejscu wyjaśnić. W tradycyjnym handlu koncepcja ta funkcjonowała już jakiś czas. W Internecie pojawiła się dosyć niedawno, wychodząc naprzeciw rosnącej niepewności, związanej z brakiem prywatności online. Dane zero-party to informacje zdobyte bezpośrednio od klientów, w sposób bezpośredni, a do tego dobrowolnie!

Pewnie zastanawiasz się dlaczego coś, co nie jest nowe, wzbudza nagle takie zainteresowanie… I właśnie tego dowiesz się w dalszej części artykułu.

Pliki third-party wzbudzają negatywne emocje i od jakiegoś czasu są blokowane w coraz większej ilości. Wprowadzane zostają regulacje dotyczące naszej prywatności w sieci (RODO). Użytkownicy podchodzą coraz bardziej sceptycznie do tematu śledzenia… to dlaczego nie zrobić tego inaczej?

Przecież zawsze mówi się, że najprościej zapytać!

Zapytaj więc swoich odwiedzających i wsłuchaj się dokładnie w ich odpowiedzi. Przestań zachodzić ich od tyłu i stań na wprost – pokaż, że to Ty. Zastanów się nad sposobem, który skutecznie zachęci ich do odpowiedzi. Poznaj ich zainteresowania, zobacz takimi, jakimi są… a później dopasuj do nich treści.

Niech poczują, że są dla Ciebie ważni, że traktujesz ich indywidualnie. Zapewniam Cię, że oboje na tym zyskacie – oni dostaną dokładnie to, po co przyszli, a Ty zyskasz lojalnych klientów i zwiększysz sprzedaż.

Brzmi świetnie, pewnie nawet zachęcająco, ale jak możesz to zrobić w praktyce?

Jednym z Twoich narzędzi mogą być z pewnością spersonalizowane angażujące newslettery. Są one dla Ciebie ogromną szansą na wzmocnienie kontaktu z Twoimi odbiorcami… często nawet jedyną. Wysyłasz dobry newsletter, a użytkownik wypełnia formularz, w którym podaje Ci swoje podstawowe dane osobowe. Potrzebujesz więcej? Zapytaj! – później mogą Ci się bardzo przydać. Z edrone możesz stworzyć Push Newsletter, który będzie wyświetlany Twoim odbiorcom, nawet gdy nie będą przeglądać Twojej strony. Wystarczy, by mieli otwartą tę samą przeglądarkę, z której korzystali przeglądając Twój sklep.

Wygląd przykładowego Push Newslettera po wysłaniu_Zero-party data
Wygląd przykładowego Push Newslettera po wysłaniu

Powyższe sposoby są OK… ale mam dla Ciebie coś ekstra!

Słyszałeś kiedyś o Marketing Machine? To system rekomendacji on-site, który jest napędzany sztuczną inteligencją. Dzięki systemowi edrone będziesz w stanie monitorować Twoich odwiedzających i zapisywać historię ich aktywności na Twojej stronie. Poznasz ich zainteresowania, zachowania zakupowe i spersonalizujesz dla nich treści. System porówna użytkowników z innymi, podobnymi klientami i stworzy dla nich najlepsze rekomendacje.

Dzięki edrone masz możliwość określenia, które produkty będą polecane. Wybierzesz sposób, w jaki będzie się to działo. Do wyboru masz aż osiem sposobów rekomendacji. Wszystko z łatwością określisz w naszym systemie. Będziesz mógł także wykluczyć dane produkty z rekomendacji, wybrać przedział czasowy, na podstawie którego system wybierze rekomendowane produkty, itd.

Zasada jest prosta… im więcej interakcji, tym lepszy profil. Ten sposób zbierania danych pozwala niejako zrównoważyć benefity osiągane przez sklep i jego klientów.

Sklep zwiększa sprzedaż, a klient otrzymuje to, czego szuka – choć czasem pewnie nawet o tym nie wie.

Jeśli zdecydujesz się użyć metody rekomendacji cross-selling to będziesz musiał określić kategorie, które ze sobą skrzyżujesz. Na przykład: jeśli masz sklep rowerowy i Twój klient doda do koszyka rower, będziesz mógł zaoferować mu także kask, czy inne rowerowe akcesoria.

Sekcja konfiguracji Category Sets, które uruchomią kategorię cross-selling

Z łatwością ustalisz także, które akcje klienta wywołają określone rekomendacje. Możesz stworzyć bardzo prosty lub bardzo złożony scenariusz cross-selling. Wszystko zależy od Ciebie!

Sekcja, w której zadecydujesz co będzie wywoływać, a co blokować Cross-Sellingową wiadomość do danego klienta_Zero-party Data
Sekcja, w której zadecydujesz, co będzie wywoływać, a co blokować Cross-Sellingową wiadomość do danego klienta

Prawie na koniec została nam najważniejsza kwestia. Opowiem Ci teraz o paskach wyszukiwania. To kolejny sposób na zbieranie danych bez naruszania prywatności. Wyobraź sobie, że klient przegląda Twój sklep. Wpisuje w pasek wyszukiwarki cechy produktu, którego właśnie potrzebuje. I co dalej? Nic więcej nie musisz robić… właśnie otrzymałeś istotne dane. W edrone jesteśmy przekonani, że hasła wyszukiwania są cennym źródłem informacji o kliencie i jego preferencjach.

Dlatego do naszego systemu dodaliśmy funkcję Search Dashboard.

Zrzut ekranu z fragmentu nowego Search Dashboard w edrone, przedstawiający wykres liniowy i liczbę poszczególnych zapytań oraz najczęściej używane frazy_Zero-party Data
Zrzut ekranu z fragmentu nowego Search Dashboard w edrone, przedstawiający wykres liniowy i liczbę poszczególnych zapytań oraz najczęściej używane frazy

Search Dashboard jest wynikiem intensywnej analizy wyszukiwarek w sklepach internetowych. Są to prawdziwe skarbnice wiedzy, dostępne w każdym sklepie online. Pozwalą Ci zobaczyć szczegółową analizę produktów, wyszukiwanych przez klientów. Na ich podstawie będziesz w stanie określić preferencje Twoich odwiedzających. Funkcja ta jest także wynikiem naszej wzmożonej aktywności w kierunku rozwoju AVA – naszego Autonomicznego Asystenta Głosowego! Ogromna wiara w moc personalizacji i potęga AI napędza nas do działania w kierunku jego rozwoju.

Wyobraź sobie, że nie musisz już przeglądać setek kategorii w sklepie, ani wpisywać słów kluczowych do wyszukiwarek. Możesz po prostu powiedzieć to własnymi słowami, a sztuczna inteligencja – przetwarzając język naturalny – zajmie się Twoim zapytaniem. Niewyobrażalne? My wierzymy w tę rewolucję, bo wierzymy w AVA.

Bądź czujny i zapamiętaj dwa słowa – Voice Commerce!

Jak widzisz, nie musisz ingerować w prywatność Twoich klientów, by móc osiągać zadowalające Cię efekty. Nie potrzebujesz, by Twoje cookies śledziły użytkowników i zbierały dla Ciebie dane po cichu. Teraz zupełnie otwarcie możesz ich o to zapytać. To wspaniałe, że mogą po prostu świadomie Ci o sobie opowiedzieć.

Kluczem do sukcesu Twojej marki i do zbudowania trwałej relacji z klientem jest przecież zdobycie jego zaufania. A kiedy zaufa Ci bardziej, jak nie wtedy, gdy nie będziecie mieć przed sobą żadnych tajemnic?

Blokada ciastek mogła wydawać Ci się początkowo strzałem w kolano… Mniej informacji o odwiedzających, ograniczona wiedza o ich preferencjach, a w konsekwencji mniejsze pole do popisu podczas tworzenia rekomendacji. Pewnie przez chwile zastanawiałeś się jak będzie to wyglądało dalej… Sam widzisz jednak, że jest wiele pozytywów blokady ciastek i rewolucji danych zero-party! Myślę, że po tym artykule już kilka z nich udało Ci się zauważyć. Jednak rozejrzyj się jeszcze troszkę. Daj się przekonać do nowych sposobów budowania komunikacji. To będzie dla Ciebie z pewnością ciekawe doświadczenie.

A co myślą o tym Twoi klienci? O to już sam ich zapytasz! 

#samnektar by Aleksandra Stankowska/Wpis gościnny naszej znajomej z edrone

Google Ads a SEO

Google Ads a SEO

Walka o pozycję

Wyszukiwarka Google niedawno obchodziła swoje 23 urodziny, czyli stała się już naprawdę dojrzałym bytem w świecie cyfrowym. Codziennie odpowiada na miliony zapytań internautów i prawie na każde mamy dziesiątki lub setki stron odpowiedzi. Lata funkcjonowania wyszukiwarki spowodowały, że jest ona filarem istnienia wielu biznesów. Z ekonomicznego punktu widzenia stanowi łącznik między popytem a podażą, zarówno dla firm handlowych jak i usługowych.

Taki stan rzeczy powoduje, że walka o pozycję w wyszukiwarce wpisała się w marketingową codzienność niemalże wszystkich firm, chcących utrzymać się na rynku. Powstało nawet twierdzenie, że jeśli nie ma Cię w Google to nie istniejesz.

Co zatem decyduje o kolejności wyświetlania się w wynikach wyszukiwania? Co możemy zrobić, aby się tam znaleźć?

Aby odpowiedzieć na te pytania należy zagłębić się w temat szeroko pojętego marketingu w wyszukiwarkach. Ten z kolei możemy podzielić na działania płatne, czyli reklamy Google Ads oraz działania bezpłatne, czyli SEO. Jakie są między nimi różnice? Czy wzajemnie na siebie wpływają? O tym przeczytasz w tym nektarze! Zapraszam do lektury przedstawiającej najważniejsze zależności pomiędzy Google Ads a SEO.

Wygląd wyników wyszukiwania w Google

Zaczynając omawiać te zagadnienia w pierwszej kolejności należy przyjrzeć się jak wyglądają wyniki wyszukiwania. Obecnie wyszukiwarka dostosowuje typ wyników w zależności od kontekstu zapytania. Kiedy wpisana fraza może sugerować, że osoba jest zainteresowana zakupem, wyniki w sporej części przedstawiają produkty z cenami z łatwą możliwością przejścia do nich i dokonania zakupu.

Wyniki wyszukiwania w Google_Google Ads a SEO
Wyniki wyszukiwania w Google

Inaczej przedstawiają się wyniki wyszukiwania usług, a jeszcze inaczej zapytań stricte do zdobycia konkretnych informacji. W wielu wyszukiwaniach możemy jednak jasno rozdzielić dwie sekcje, czyli część płatną i bezpłatną. Górną część wyników w dużej części stanowią reklamy. Na dole widzimy wyniki bezpłatne, nazywane także organicznymi. Za bycie w tym miejscu odpowiada dopasowanie i optymalizacja Twojej witryny pod wyszukiwane słowo kluczowe, czyli SEO.

Co to jest SEO/Pozycjonowanie?

SEO to skrót od Search Engine Optimization, czyli optymalizacja witryny pod wyszukiwarki internetowe. Działania SEO są nazywane także pozycjonowaniem, gdyż poniekąd chodzi o osiągnięcie wyższych pozycji w wynikach organicznych. Myślę jednak, że bardziej poprawną definicją byłby ogół działań, których celem jest zwiększenie widoczności strony w wynikach wyszukiwania i pozyskanie ruchu organicznego na stronę www.

SEO to nie tylko polepszanie pozycji strony głównej. To także rozbudowa struktury witryny i zakresu słów kluczowych, przy których nasza strona pojawia się w wyszukiwarce.

Algorytm Google cały czas ewoluuje. Jego działanie jest owiane tajemnicą, jednak wieloletnie działania metodą prób i błędów pozwoliły wyodrębnić pewne czynniki, które pomagają osiągnąć lepszą widoczność. Pewne jest jedno – dopóki pozycja w Google ma przełożenie na wyniki biznesowe przedsiębiorstw, zawsze w trendzie będzie wpływanie na te pozycje.

Działania SEO możemy podzielić na 4 główne segmenty:

  • Techniczny
  • UI oraz UX
  • Content
  • Link Building

Techniczny aspekt SEO

Prawidłowa budowa witryny od strony back-endowej to jeden z elementów SEO. Należy pamiętać, że robot Google czyta kod strony i nie możemy mu w tym przeszkadzać. Niepotrzebne skrypty, niedziałające odesłania, duplikacja treści. Za błędy techniczne zostaniemy ukarani niższą widocznością naszej witryny.

Optymalizacją tego typu zajmuje się web developer posiadający niezbędne kompetencje i narzędzia. Często od jakości technicznej strony zależy potem jej prędkość działania.

User Interface (UI) oraz User Experience (UX)

Nawiązując do szybkości działania strony dochodzimy do kolejnego elementu jakim jest doświadczenie użytkowników. Coraz bardziej szanujemy swój czas, dlatego nie lubimy go tracić na poruszanie się po stronie, która nie działa w sposób intuicyjny lub działa wolno. Google przykłada coraz większą wagę do konstrukcji strony, łatwości nawigacji i możliwości prostego znalezienia potrzebnych informacji. Co istotne musimy się tu skupić szczególnie na mobilnej wersji strony.

Content

Aspirując do miana najlepszej na świecie wyszukiwarki Google musiało zadbać o jakość treści oferowanych na pierwszych pozycjach. Choć teksty pisane stricte pod wyszukiwarkę wciąż możemy znaleźć na topowych pozycjach, to stopniowo są one wypierane przez treści o lepszej jakości. Oprócz niej równie ważna jest także częstotliwość publikowania treści. Strony z regularnymi publikacjami zwyczajnie pozycjonują się lepiej.

Budowanie contentu w SEO możemy rozdzielić na działania on-site oraz off-site.

Przy działaniach on-site rozbudowujemy strukturę naszej witryny. Drugim filarem są działania off-site, gdzie content tworzony jest poza naszą witryną, ale jest z nią powiązany linkiem. W ten sposób wchodzimy w kolejny aspekt SEO jakim jest link building.

Link building

Link building, czyli zdobywanie linków prowadzących do naszej strony, to jeden z ważniejszych czynników wpływających na odbiór naszej witryny przez roboty Google. W dużym uproszczeniu im więcej wartościowych linków prowadzi do naszej strony tym jej autorytet w oczach Google się zwiększa.

SEO a SEM – galimatias w nazewnictwie

Utarło się, że SEO to wpływanie na wyniki organiczne, a skrótem SEM określamy działania płatne, czyli reklamy Google Ads.

Jeśli SEM to Search Engine Marketing, czyli marketing w wyszukiwarce, to czy SEO nie jest w takim razie narzędziem marketingowym? Osobiście uważam, że SEM to bardzo szerokie pojęcie, w które możemy wpleść zarówno działania płatne jak i bezpłatne. Podejrzewam, że podział taki powstał wyłącznie dla wygody rozdzielenia tych dwóch segmentów marketingu w wyszukiwarkach, ale nie odzwierciedla realiów.

Działania płatne, czyli wysoka pozycja za pieniądze?

Niczym wezwanie taksówki, wysoką pozycję w Google możemy sobie zamówić. Prawie od samego początku istnienia Google oferowało nam system reklamowy, dzięki któremu niemalże natychmiastowo mogliśmy znaleźć się na górze wyników wyszukiwania. Wystarczy zerknąć na wyniki wyszukiwania, aby dostrzec, że większość przestrzeni wyników zajmują reklamy. Im Google staje się starsze tym więcej tortu zabiera wynikom organicznym.

Przecież w reklamy nikt nie klika….

Takie zdanie mogliśmy usłyszeć od wielu ludzi, szczególnie nieco starszej daty, którzy pamiętają czasy, kiedy reklamy pokazywane nad wynikami organicznymi były, mówiąc delikatnie, niedopasowane.

Najpopularniejszym modelem rozliczeń w Google Ads są kliknięcia. Myślę, że nie muszę przytaczać przychodów Google, aby obalić tę tezę. Reklamy od bardzo dawna są głównym źródłem dochodu Google, więc muszą być klikane.

Czy pozycja w Google dzięki reklamom jest gwarantowana?

Wracając do pozycji, czy jeśli zechcemy za nią zapłacić, oznacza to, że zawsze będziemy na tej pozycji? Odpowiadając na to pytanie możemy wyobrazić sobie wejście do galerii handlowej o poranku w Black Friday.

Tysiące osób chcą się dostać do środka, ale wejście ma określoną szerokość. Nie ma szans, aby weszli wszyscy na raz. Tak samo jest z reklamą w Google. Każdy płacąc chciałby być w tzw. topie przez cały czas, no ale niestety slotów reklamowych mamy 4, a chętnych np. 500.

A gdyby tak postawić bramki i klientów wpuszczać w określonym ładzie?

W Google Ads nad rozdysponowaniem przestrzeni reklamowej czuwa zaawansowany algorytm, który każde wyszukiwanie traktuje jako odrębną aukcję, a reklamodawcy najczęściej biorą w niej udział za pośrednictwem odpowiedniej strategii.

Czynniki, jakie brane są pod uwagę, to stawka jaką jesteśmy w stanie zapłacić za kliknięcie oraz optymalizacja, czyli w przypadku kampanii w wyszukiwarce, wynik jakości. Iloczyn wyniku jakości i stawki za kliknięcie dają nam ranking reklamy. Ten kto ten ranking ma wyższy wyświetli się na wyższej pozycji. Realnie wyświetlamy się tylko przy jakimś procencie wyszukiwań, który określa udział w wyświetleniach w statystykach. Podnoszenie stawek oprócz pozycji zwiększa też udział w wyświetleniach, ale czy aby na pewno opłaca się być zawsze najwyżej?

Czy bycie TOP 1 się opłaca?

Być albo nie być – oto jest pytanie!

Myślę, że nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Zapewne będzie to zależało od konkretnego przypadku i modelu biznesowego. To co wiemy na pewno to świadomość, że ustawienie systemu reklamowego, z celem zajmowania zawsze  najwyższej pozycji, będzie słono kosztować i wiele firm nie będzie w stanie pozwolić sobie na ten krok. Warto też spojrzeć na to trochę z psychologicznego punktu widzenia.

Kiedy wyniki wyszukiwania uruchomią się w zależności od urządzenia i wyświetlacza zobaczymy równocześnie kilka reklam.

Przykładowo ja na telefonie widzę dwie reklamy, a na desktopie cztery równocześnie. Wzrok często wędruje na reklamę, która albo jest najbliżej miejsca, gdzie patrzyliśmy zanim wyniki się pojawiły, albo na reklamę, która się czymś wyróżnia.

Warto tu nadmienić, iż reklama z wyższym wynikiem jakości, a niższą stawką, często wyświetli się na większej powierzchni.

Możemy być zatem na drugiej pozycji, ale reklama jest większa niż ta z miejsca pierwszego. Kliknięcie reklamy, która znajduje się na niższej pozycji, jest przeważnie zdecydowanie tańsze niż kliknięcie reklamy z pierwszej pozycji. Optymalizacja wyniku jakości jest więc zabiegiem korzystnym z punktu widzenia optymalizacji kosztów.

Optymalizacja wyniku jakości

Skoro warto jest optymalizować wynik jakości w kampaniach, to sprawdźmy jak to zrobić. Zgodnie z wytycznymi Google Ads na wynik jakości składają się czynniki takie jak:

  • Przewidywany współczynnik klikalności (CTR)
  • Trafność reklamy
  • Jakość strony docelowej

Przewidywany współczynnik klikalności i trafność reklamy są czynnikami zależnymi od napisanej przez nas reklamy oraz dodanych rozszerzeń, są to więc elementy, za które jesteśmy odpowiedzialni bezpośrednio w systemie Google Ads.

Trzeci czynnik, jakim jest jakość strony docelowej, wykracza poza optymalizację wewnątrz panelu Google Ads.

Według supportu Google jest to stopień trafności i przydatności strony docelowej, dla użytkownika, który kliknie reklamę. Nie będzie zatem wielkim odkryciem, że posiadając rozbudowaną strukturę witryny, będziemy w stanie lepiej dopasować stronę docelową do konkretnych słów kluczowych.

Czy SEO pomaga w reklamach Google Ads?

Rozbudowa struktury witryny pozwala nam tworzyć odrębne grupy reklam z lepiej dopasowaną stroną docelową, czyli w tym przypadku działania SEO przekładają się na możliwość optymalizacji reklam. Wysokiej jakości teksty i “wyczerpanie tematu” powodują, że strona jest użyteczna dla użytkowników.

Dzięki technicznej optymalizacji także działa szybko i zawiera czytelną architekturę informacji. To powoduje, że jej ocena przez algorytm Google będzie wysoka, a co za tym idzie – wpłynie to pozytywnie na wynik jakości.

Wykorzystanie struktury SEO w kampaniach DSA

Kampanie DSA (Dynamic Search Ads)  to dynamiczne kampanie, które działają w oparciu o indeks witryny. Robot Google skanuje wszystkie strony naszej witryny, sprawdza ich treść, a następnie wyświetla dynamicznie reklamy dopasowując się do treści zawartych na podstronach. Jeśli piszemy teksty pod wyszukiwania organiczne to znaczy, że chcemy pozyskać interesantów zainteresowanych danym tematem. Kampanie DSA mogą stanowić tu dodatkowe, działające praktycznie automatycznie źródło ruchu w oparciu o content na stronie.

Czy Google Ads wpływa na pozycje organiczne?

Jeśli działania SEO możemy w jakiejś części wykorzystać w reklamach Google Ads, to czy działa to również w drugą stronę?

Reklamy płatne, poza „podkradaniem” ruchu wynikom organicznym, nie mają na nie żadnego wpływu.

Możemy pomyśleć, że jeśli płacimy za reklamy, to Google potraktuje również wyniki bezpłatne w jakiś priorytetowy sposób. To jednak tak nie działa. Obecność w płatnych wynikach wyszukiwania nie wywiera żadnego wpływu na pozycje organiczne.

Zasadnicze różnice między Google Ads a SEO

Warto wspomnieć jakie są główne różnice pomiędzy pozycjonowaniem a Google Ads. Wiemy, że obie usługi łączy generowanie ruchu z wyszukiwarki internetowej, to co w takim razie je odróżnia?

Czas oczekiwania na efekty

Uruchomienie kampanii Google Ads, w zależności od złożoności, może zająć do kilku, czy kilkunastu godzin. Po uruchomieniu możemy spodziewać się efektów praktycznie natychmiast.

Jeżeli szukasz wsparcia w obszarze Google Ads

W przypadku SEO reakcja na działania jest zdecydowanie wolniejsza. Nawet posiadając duży budżet warto wszystko rozłożyć w czasie, aby algorytm nie uznał naszych działań za podejrzane.

Model rozliczeń

Google Ads to system rozliczany za efekt, a najpopularniejszy model rozliczenia to koszt kliknięcia. W przypadku reklam w sieci wyszukiwania nie płacimy za wyświetlenia, więc de facto płacimy tylko za użytkownika, który przejdzie na naszą stronę lub wykona inną interakcję np. telefon do firmy bezpośrednio z reklamy.

W przypadku SEO, jeśli nasza witryna osiągnie pozycję, która daje kliknięcia, to wtedy za te kliknięcia nie płacimy, ale aby osiągnąć tę pozycję często musimy wykonać pewną pracę w postaci np. przygotowania wartościowego materiału, którą albo wykonamy sami albo zlecimy agencji marketingowej.

Analityka zorientowana na cel

Zaawansowana analityka i zorientowanie na cel to coś w czym reklamy Google Ads wyróżniają się na tle pozycjonowania. Chodzi tutaj chociażby o mnogość strategii ustalania stawek, czy bazowanie na konwersjach w witrynie. Daje to ogromny komfort. Google Ads daje możliwość ustawienia reklam w taki sposób, aby realizowały konkretne cele przy ustalonych wydatkach i innych założeniach.

Google Ads a SEO – na co postawić?

W ramach podsumowania możemy sobie zadać pytanie, czy któreś z tych obszarów marketingu jest ważniejszy lub też skuteczniejszy? Odpowiedź na to pytanie będzie na pewno niejednoznaczna i uzależniona od szeregu czynników, z których główny to czas w jakim zależy nam na efekcie.

Warto jednak pamiętać, że obie formy widoczności w wyszukiwarce mogą w jakimś stopniu się zazębiać i przynajmniej jednostronnie na siebie wpływać. Dlatego planując działania, które pomogą wynieść Twoją stronę na satysfakcjonujące pozycje w wynikach wyszukiwania, weź pod uwagę oba obszary. Działaj komplementarnie i myśl perspektywicznie!

#samnektar by Robert Skrobek/Beeffective

Szukasz wsparcia w efektywnych działaniach w digitalu, które pozwolą rozwinąć Twój biznes?